Data: 28.02.2026r
Trasa: Korzybie PKP- czarnym szlakiem- jez.Korzybskie- ścieżką przyrodniczą- Korzybie PKP 4 km
Prowadzący trasę: Krzysztof Łukowiec
Liczba uczestników: 10
Nasi klubowicze doskonale znają historię gdy to na jesieni planowaliśmy wędrówkę do Doliny Charlotty,
ale Andrzej z Mecenasem pomylili pociągi i zamiast w stronę Ustki, pojechali w stronę Miastka, po
czym wysiedli w Korzybiu i przeszli się ścieżką przyrodniczą wokół jez.Korzybskiego. Była to krótka
ale piękna trasa, dlatego też postanowiliśmy ją powtórzyć dla szerszego grona klubowiczów, tym bardziej,
że prognozy pogody zapowiadały słońce i wysoką jak na tą porę roku temperaturę. Zastanawialiśmy się też
jak będą wyglądać lasy i ścieżki które niedawno były zaśnieżone i skute lodem. I rzeczywiście dzień
był pogodny i prawie upalny, w ciągu dnia temperatury sięgały nawet plus 14 stopni C, nic dziwnego,
że tym razem frekwencja dopisała i łącznie było nas 10 osób- Ula z Andrzejem, najwybitniejszy Piechur-
Krzysiek, który z reguły potrafi przejść nawet ze 100 km ale dzisiaj postanowił nam towarzyszyć.
Oczywiście nie mogło też zabraknąć klubowych weteranów- Mecenasa i Marcela, który w ostatnich dniach
idąc w ślady druida Panoramixa warzył i destylował turystyczne eliksiry. Poza nimi pojawili się- kapitan
Halszka, Mariola, radczyni Ania z synem Olkiem, zaś z Redy dojechał stary traper Jurencjo. Do Kobylnicy
musieliśmy dojechać autobusem zastępczej komunikacji kolejowej o godzinie 10.30 by dopiero tam
przesiąść się na pociąg. W samym Korzybiu Mecek zamyślił się i zapędził na czarny szlak na południe
więc musieliśmy się zawrócić. A co było w lesie? Jak widzimy na zdjęciach, często jeszcze drogi były
pokryte zlodowaciałym śniegiem i topniejącą wodą więc tempo marszu nie było szybkie. Czujna Mariola
zwróciła uwagę, że mamy za mało czasu by zrealizować plan który przewidywał powrót o godzinie 13.08
więc po dojściu na brzeg jez.Korzybskiego i odpoczynku podjęliśmy decyzję by zostać w Korzybiu do
godziny 16ej zaś o 13.08 pojechali jedynie Mariola i Jurencjo. Reszta grupy napawała się piękną,
wiosenną pogodą, często organizując postoje i delektując się eliksirami Marcela i Andrzeja. Było
prawdziwie sielsko. Po dojściu do wiat i pomostu nasze panie zaczęly się opalać, panowie analizowali
trasę, zaś nasz zahartowany ''mors'' czyli Krzysiek postanowił popływać w jeziorze. Okazało się jednak,
że mimo ostatnich ciepłych dni, cała tafla jeziora była skuta lodem, więc co najwyżej Krzychu mógł
zamoczyć stopy. Po godzinie 15ej po Anię i Olka przyjechał Jarek, a reszta- prowadzona przez Ulę
wyruszyła w drogę powrotną. Mogliśmy co prawda udać się bezpośrednio na dworzec ale wędrówka wokół
jeziora i przez las była bardziej atrakcyjna krajobrazowo.. Pociąg przyjechał o czasie zaś w Słupsku
karawany Halszki i Michała rozwiozły nas do domów..