Data: 17.01.2026r
Trasa : Ustka PKP- port- brzegiem morza- Orzechowo- czerwonym szlakiem- brzegiem morza-
Ustka 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4
Ci którzy czytają naszą stronę internetową KTP "Orły" od razu zauważą, że zawsze w styczniu
organizujemy wycieczkę do Ustki skąd wędrujemy na wschód do Orzechowa by obejrzeć skutki
zimowych sztormów i ich działanie na klifowy brzeg. Z reguły wędrowaliśmy przez Wydmę
Orzechowską do Zapadłego skąd wracaliśmy do Ustki szlakiem dawnej linii kolejowej. Tym
razem było inaczej, trasa była krótsza choć wcale nie znaczy że łatwiejsza.. Otóż przez
ostatnie kilkanaście lat praktycznie nie było śniegu- a jeśli był to niewiele, dlatego
też ścieżki leśne były łatwe do przejścia, a teraz, mimo odwilży w ostatnich dniach leżał
mokry ubity śnieg utrudniający marsz. Do Ustki wyjechaliśmy pociągiem o 9.35 w składzie:
Marcel, Mecenas, Andrzej i kapitan Halszka- tym razem bez pieprzówki, której braku jednak
nie odczuliśmy bowiem Marcel i Andrzej mieli własnorobne eliksiry, a ten Marcelowy został
jeszcze doprawiony miodem do smaku. Temperatura oscylowała w granicy zera stopni ale ważne
było to, że praktycznie wiatru nie było co jest rzadkością nad morzem. Zanim zeszliśmy na
plażę Andrzej i Mecek- też już zgodnie z tradycją odwiedzili sklep z pamiątkami by kupić
prezenty dla wnuczek. Potem już szybkim marszem poszliśmy brzegiem morza na wschód, szybkim-
bo nie lubimy tłumów- i wolimy jedynie we własnym gronie analizować problemy turystyki pieszej.
Z reguły było tak, że szliśmy brzegiem morza do schodów na wysokości ośrodka "Perła" a
następnie wchodziliśmy na szlak, teraz jednak widząc że nie ma fal i praktycznie cisza morska,
postanowiliśmy zaryzykować i spróbować dotrzeć do Orzechowa idąc cały czas "plażą". Tak jak
oczekiwaliśmy, zimowe sztormy spowodowały znaczne szkody w klifach zaś na piasku często
napotykaliśmy na powalone drzewa i korzenie. Pod Orzechowem teren był bardzo trudny do
przejścia, tym razem nie z uwagi na morskie fale a na gliniaste podłoże powstałe na skutek
rozmywania klifów- krajobraz prawdziwie księżycowy lub wulkaniczny. Szybko nasze obuwie
pokryło się gliną, na szczęście Mecenas odszukał piaskową łachę którą ominęliśmy zdradliwe
podłoże.. Po wysiłku należał się odpoczynek dlatego też zasiedliśmy na dłuższy popas na
skarpie koło rzeczki Orzechówki delektując się pięknem krajobrazu i..miodowym eliksirem Marcela..
Po odpoczynku niestrudzony Marcel chciał dalej wędrować zgodnie z planem przez Wydmę Orzechowską
ale uświadomiliśmy sobie, że po prostu może nie starczyć nam czasu a nikomu nie uśmiechało się
wędrować w ciemności przez las. Postanowiliśmy zatem wracać czerwonym szlakiem, jednakże trudno
szło się po lepkim, mokrym śniegu. Nastąpiło zatem "lotne posiedzenie zarządu klubu" gdzie
jednogłośnie postanowiono by zejść na brzeg morza. Uchwalić było łatwo a trudniej z realizacją
z uwagi na wysoki klifowy brzeg. W końcu jednak odnaleźliśmy w miarę dogodne zejście, choć też
trudne ale dzięki wydatnej pomocy doświadczonego w turystyce górskiej Andrzeja udało się zejść
nawet pani kapitan która niczym kozica trawersowała zbocze. Potem już nie musieliśmy się
spieszyć i znacznie wolniej niż dotychczas szliśmy w stronę Ustki wsłuchani w krzyki mew i
cichy szum fal. Z Ustki odjechaliśmy dopiero o 16ej tak, że gdy dotarliśmy do Słupska było
już ciemno a tym razem Halszka nie mogła nas rozwieżć swoim ''karawanem'' gdyż został u niej
pod domem..