Data: 06.12.2025r
Opisywać turystycznej wsi Obliwice nie będziemy, bo wiele razy tam byliśmy i znamy
ją na pamięć. Co roku przybywamy tam na Mikołajki, a od kilku lat również na rajd
szlakiem Jana Kiśluka- nieodżałowanego Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów
Pomorza Rytu Beretowego. Problemem zawsze było dla nas dotarcie do Obliwic, bowiem
najpierw należało się dostać do Lęborka- a jak wiadomo pociągi teraz nie kursują-
stamtąd busem relacji Lębork-Łeba do skrzyżowania Garczegorze i stamtąd klika
kilometrów asfaltem. Dlatego też tym razem skorzystaliśmy z podwody samochodowej.
Mecenas i Andrzej pojechali z synem Mecka- Czarkiem oraz jego dziewczyną Moniką,
zaś Ania "Radziwonka" z Olkiem dotarła ze swoim bratem- również Czarkiem. Wyjechaliśmy
ze Słupska ok 9.30 a bowiem chodziło o to by dotrzeć do Obliwic w momencie gdy
uczestnicy marszu Nordic Walking będą już na trasie i tym samym nie będzie tłumów na
bazie.. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do Runowa by obejrzeć pałac Pod Bocianim
Gniazdem oraz położony w lesie blisko szosy krajowej pomnik poległych z I wojny
światowej. Ponieważ jedynie Mecek i Andrzej znali wieś Wilkowo i jego "rekordy"
zajechaliśmy również i tam by przy stole, stanowiącym najdłuższą deskę świata
obdarować się mikołajkowymi upominkami. W Obliwicach już czekał na nas stary traper
Jurencjo z Redy więc z chęcią i zgodnie z tradycją zasiedliśmy z nim "pod łodzią".
Dzień był pochmurny ale nie padało dlatego można było też zasiąść przy stolikach.
Czekaliśmy na przyjazd dyrektora Pruszaka oraz na uparowanie się ziemniaków, w
międzyczasie chętni udali się na zwiedzanie leżącego nieopodal cmentarza ewangelickiego
na którym ustawiono jednak i wspólczesne, pamiątkowe tablice. Po przyjeżdzie gospodarza
każdy otrzymał po czapce Mikołajowej, stopniowo na metę zaczęli się schodzić uczestnicy
marszu. Ze znajomych byli m.in Maurycy z Bożenką oraz Rysiek "Chuck Norris" z rodziną.
Ze stałych uczestników zabrakło Tadka "Roszpunki"- prowadził on dzisiaj rajd mikołajkowy
w..Słupsku zaś baron Mark von Glowitz z pięknymi i młodymi dziewczynami z koła "Atanda"
zwiedzał Berlin. Pojawił się natomiast syn Tadka- Kuba od którego nabyliśmy perfumy.
Gdy ziemniaki już się uparowały- każdy zjadł po jednym, a nadto degustowaliśmy śledziki i
ciasta. Droga powrotna do Słupska wiodła inną trasą, postanowiliśmy bowiem zobaczyć pałac i
wiatrak w Zdrzewnie, znane nam chociażby z zimowego rajdu Stolemy.