Data: 22.11.2025r
Trasa: Rumsko PKS- Rumsko wieś- stary cmentarz- Równo- Rówienko- Skórzyno- Główczyce-
Klęcinko /hacjenda U Benka/ 10 km
Liczba uczestników: 15
Późną jesienią trudno jest zorganizować atrakcyjną wędrówkę a to jak wiadomo z
uwagi na i porę roku, i temperaturę no i częste opady. Po dłuższym czasie baron
Mark von Glowitz postanowił jednak reaktywować kultowy rajd "Kawy Penitencjarnej"
którego nazwa wywodzi się z napoju, którego receptura jest silnie strzeżoną tajemnicą,
nieodkrytą nawet przez szpiegów Putina a która to kawa dodaje sił, witalności oraz
nader mocno rozgrzewa. Organizator nie miał oczywiście wpływu na pogodę ale ona
sprawiła nam przyjemną niespodziankę.. Jeszcze rano w Słupsku sypał śnieg ale już na
początku trasy zaczynało się przejaśniać. Ze Słupska wyjechaliśmy autobusem o godzinie
10.00 w składzie: kapitan Halszka, Halinka, Ula z Andrzejem i Mecenas. Na przystanku
w Rumsku czekała już ekipa z koła turystycznego ''Atanda' 'z Główczyc a po kilku
minutach przyjechali Marek z Tereską. Udaliśmy się w stronę wsi Rumsko po czym
skręciliśmy na brukowany trakt wiodący do Równa- już nam dobrze znany. Po drodze,
przechodzącej przez bukowy las obejrzeliśmy stary cmentarz zaś w Równie zatrzymaliśmy się
na odpoczynek pod wiatą. Wtedy pojawiło się słońce i tak było już do końca wędrówki.
Marek poił kawą penitencjarną zaś młode i piękne dziewczyny z koła "Atanda" częstowały
nalewkami owocowymi. Potem Tereska z Halinką poszły bezpośrednio do Główczyc, aleją wśród
starych drzew zaś resztę Marek poprowadził na przełaj przez pola w stronę przysiółka
Rówienko. Polna droga była pełna rozlewisk i kałuż ale na szczęście w znacznej części
pokrytych lodem, więc z trudem, ale dało się przejść. Po dojściu do lasu nastąpił krótki
postój na zebranie grupy, stamtąd już blisko było do Rówienka z którego do Skórzyna
prowadziła już betonowa droga więc i tempo marszu było szybsze.. Kolejny- i już ostatni
postój-nastąpił za Skórzynem, na pniach ściętych drzew. Stamtąd już widać było Główczyce,
jednakże nie przechodziliśmy przez centrum miejscowości lecz jej skrajem skręcając w prawo
obok stadionu. Na mecie Marek rozpalił ognisko gdzie piekliśmy kiełbaski, było miło ale
gdy zaszło słońce temperatura radykalnie spadła, więc nawet tak zahartowani "wyrypiarze"
jak Mecek i Andrzej musieli się schronić w budynku gdzie trwała biesiada.. Do Słupska
wyjechaliśmy autobusem po 17ej było już bardzo ciemno i..bardzo zimno..ale ważne że
wędrówka się udała i wszyscy byli zadowoleni..