Trasa: Karżcino- Radoszkowo- Kępno- Gabel- Dominek- Gąbino- Żabiniec /hacjenda
"U Bianco"/ 8 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 6
Po 5 latach przerwy, przyczyną której były problemy osobiste i zawodowe naszej
koleżanki Beaty, gospodyni hacjendy zwanej niegdyś "U Zerwana" a obecnie "U Bianco"
reaktywowaliśmy kultową już wędrówkę zwaną co prawda "biwakiem" ale która stała
się wypadem jednodniowym. Nazwę jednak pozostawiliśmy gdyż jej inicjały zapadły już
wszystkim w pamięci. Należało też zorganizować ją w miarę szybko póki temperatura
powietrza jest jeszcze w miarę wysoka bowiem chodziło o możliwość kąpieli w stawie
którą uwielbiali zwłaszcza Andrzej i Mecek. Szkoda tylko że akurat musiał wyjechać
do Grecji stały uczestnik tych imprez- baron Mark von Glowitz, musiał on bowiem
zakupić napój o nazwie ''Ouzo'' a jego nie ma w lokalnych sklepach. Z kolei Brygida
ciężko zachorowała po pobycie za granicą- niestety nie było z nią Andrzeja który
zawsze dysponuje uniwersalnym lekiem, skutecznym i na przeziębienia i na ameby czy
salmonelle. Tak więc autobusem odjeżdżającym ze Słupska o 8.40 wyjechała tylko
trójka klubowiczów- wymienieni już Andrzej z Mecenasem oraz kapitan Halszka z
pieprzówką. Po ostatnich opadach pogoda się poprawiła natomiast drogi stały się
błotniste, pełne kałuż a i trawy były mokre.. Szybkim tempem zatem idąc aleją
wierzbową dotarliśmy do Kępna by urządzić postój.. na placu zabaw. Tam bowiem, na
karuzelach można było znaleźć w miarę suche miejsce. Mecek wręczył Andrzejowi
prezent- ozdobny kieliszek z symbolami Gdańska i oczywiście należało ten prezent
wprowadzić w życie.. Po postoju wyruszyliśmy leśną drogą na północ, zbierając po
drodze kurki. Ponieważ kilkaset metrów na lewo od tej drogi mieściła się dawna stacja
kolejowa Gabel po której została jedynie wieża ciśnień- skręciliśmy by ją zobaczyć,
trawy były jednak tak wysokie i mokre że przemoczyliśmy buty i spodnie. Należało
zatem się osuszyć na skraju dróg- zewnętrznie i nawódnić- wewnętrznie.. Po krótkim
postoju podążyliśmy w stronę wsi Dominek, tam już rozpoczęła się szosa asfaltowa którą
doszliśmy do skrzyżowania w Gąbinie na którym skręciliśmy w prawo w stronę Gardny.
Hacjenda Beaty mieści się na samym końcu Gąbina, w Żabińcu, więc musieliśmy jeszcze
wędrować jakiś czas. Na hacjedzie, poza gospodarzami- Beatą i Grzegorzem /pochodzącym
z Helu/ czekał już stary traper Jurencjo z Redy, który dotarł na miejsce autobusem /z
uwagi na komunikację zastępczą na odcinku Słupsk-Lębork nie mógł dotrzeć wcześniej/.
Rozpoczęła się kilkugodzinna impreza, w której towarzyszył nam nowy lokator hacjendy-
piesek Bianco który zaprzyjaźnił się zwłaszcza z Meckiem i w ferworze zabawy dotkliwie
pokąsał mu ręce. Z kąpieli w stawie skorzystał tylko Mecek natomiast gospodarze sprawili
niespodziankę przygotowując na tarasie basen z ciepłą wodą i..jacuzzi, co wielce
uradowało Andrzeja.. Gościnni gospodarze nie chcieli nas wypuścić, ale w końcu trzeba
było odjechać bo...musielibyśmy zostać na noc.. Wyjechaliśmy zatem autobusem po godzinie
16ej a w Słupsku- zgodnie z tradycją- samochód Halszki posłużył jako karawan..