Data: 02.08.2025r
Trasa: Wilkowo- Obliwice 4 km
Prowadzący trasę: Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników: około 50
Jak wiemy po odejściu na "niebieskie szlaki" naszego przyjaciela z Lęborka- Janka Kiśluka,
Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego, organizowane są wędrówki
piesze ku jego pamięci. Zimą odbywa się rajd Trzech Króli zaś wiosną- rajd szlakiem
łącznikowym wyznakowanym właśnie przez Janka a łączącym wioskę rekordów- Wilkowo z Obliwicami,
doskonale nam znanymi z licznych wędrówek.. W tym roku termin rajdu nieco się przesunął
bowiem wiosną były inne, konkurencyjne imprezy, ale mimo iż mieliśmy środek sezonu letniego
gdy turyści wyjeżdżają z rodzinami na wakacje- frekwencja dopisała.. Ze Słupska wyjechaliśmy
pociągiem o godzinie 8.20 w składzie- Marcel, Mecenas,Ula z Andrzejem oraz Krzysiek-
najwybitniejszy klubowy piechur, który akurat wrócił ze szczytowania po Tatrach. Po ostatnich
deszczowych dniach dzisiaj nareszcie było słonecznie.. W Lęborku czekała już ekipa "Kahel Klubu"
z Tadkiem "Roszpunką" i Lechem "Big Hornem" na czele. Cenną inicjatywą ze strony lęborczan
było zorganizowanie dojazdu do Wilkowa- w sobotę bowiem nie można tam dotrzeć busem i
musielibyśmy drałować z Garczegorza od razu na metę.. Tak więc wynajętym autokarem dojechaliśmy
do Wilkowa gdzie już czekał organizator, emerytowany już dyrektor Krzysztof Pruszak a także
pozostali uczestnicy w tym baron Mark von Glowitz z Tereską.. Oczywiście obejrzeliśmy "rekordy
wilkowskie"- najdłuższą deskę świata, cegłę, koło i chodak-nowością była największa tabakiera
z tabaką, którą zażył m.in Mecek. Po pamiątkowej fotografii wyruszyliśmy w trasę, nasi
klubowicze szli w towarzystwie Ewy Moorhexe z Altherrschwanzdorf która opowiadała nam jak to
podczas pracy w Niemczech musiała przygrywać na mandolinie frau Hundertmark sentymentalne stare
pieśni jak "Die Fahne hoch" i inne.. Pierwszy, ale za to dłuższy postój miał miejsce nad
Łabędzim Stawem gdzie usiedliśmy pod zaciszną, ukrytą w krzakach Wiatą i degustowaliśmy
samorobne eliksiry Andrzeja i Marcela. Stamtąd niedaleko już było do mety czyli świetlicy w
Obliwicach- my zgodnie ze zwyczajem zasiedliśmy ''pod łodzią'' gdzie dyrektor Pruszak wstawił
nowe ławki- dostaliśmy też od niego pamiątkowe ''muszle Jakubowe'' do zawieszenia na szyi.
Reszta uczestników biesiadowała przy stołach a do nas dosiadł się sławny "Old Firehand"
czyli Darek z Maszewa, prezes Towarzystwa Historycznego w Cewicach im Henryka Żarskiego
/nieodżałowanego "Cowboya", który zmarł w Anglii/. Tym razem nie było parnika z ziemniakami /nie
ta pora roku/ ale były inne specjały.. Mieliśmy kupione bilety powrotne na pociąg Regio o godzinie
15ej ale okazało się, że autokar z Obliwic musiał wrócić wcześniej niż planowano- a zatem po
dojeździe do Lęborka od razu mieliśmy pociąg IC do Słupska, co dosyć słono nas kosztowało.. Ale
dzięki eliksirowi Marcela podróż powrotna była przyjemna..