Data: 12.04.2025r
Trasa: Kwakowo- Komiłowo- Kruszyna- Komiłowo- Kwakowo 10 km
Prowadzący trasę: Mariola Jóźwiak
Liczba uczestników: 7
W poprzedzającym tygodniu panowały chłody, wiał prawdziwie "polarny" wiatr a i potrafiło
sypnąć śniegiem. Dlatego też z obawą czekaliśmy na to jaka aura będzie w sobotę tym bardziej,
że zaplanowana trasa wiodła tylko przez pola gdzie nie było osłony przed ewentualnym deszczem i
wichrem. Na szczęście polepszyło się o tyle, że chociaż dzień był pochmurny to dość ciepło no i
nie padało. Tydzień wcześniej byliśmy na agrotargach w Słupsku, zaś teraz postanowiliśmy
udać się do Kruszyny gdzie gościnna pani Tołłoczkowa organizuje w sezonie tzw. "dni otwartej
wędzarni" w trakcie to których można nabyć mięsiwa i wędliny, ale nie tylko.. Musieliśmy wstać
wcześniej bo autobus NordExpresu mieliśmy już o 7.55- a pojechaliśmy w składzie: Ula z Andrzejem,
kapitan Halszka, Mariola i Andrzej Jóżwiakowie, Mecenas oraz Lider Klubu Seweryn który obecnie
mieszka w Braniewie ale specjalnie przyjechał na tą imprezę. Co prawda miał już taki brzuch, jakby
był żoną Martina Smuggelssona w 9 miesiącu ciąży, ale nie przeszkadzało mu to w marszu. Wysiedliśmy
w Kwakowie i od razu skierowaliśmy się pod wiatę przy źródełku- zacisznie tam nie było bo to i
wiata odsłonięta i blisko ruchliwej szosy ale trzeba było wypić kawę oraz spróbować destylatu
Andrzeja z produktu "Księcia Jarosława" z ulicy Borchardta. Potem przeszliśmy przez Kwakowo i
powędrowaliśmy na południe brukowaną drogą wiodącą do Komiłowa. Kiedyś tam odpoczywaliśmy ale
okazało się że wycięto wszystkie krzaki i poobcinano gałęzie drzew tak że przytulnie nie było.
Mimo wszystko lubimy takie trasy-po dawnych traktach,w alejach starych drzew. Dłuższy postój
nastąpił pod wiatą przy stawie w Komiłowie, było tam bardziej zacisznie bo wiatę osłaniały kwitnące
drzewa i krzewy. Przyszedł czas na drugie śniadanie.. Od tamtego miejsca do wędzarni w Kruszynie
trasa już nie była ciekawa- asfalt i ''wygwizdowo''. Co ciekawe- kilka lat temu przed świętami
wielkanocnymi w namiocie były tłumy ludzi i zakładaliśmy długie stanie w kolejce. Tym razem były
w zasadzie pustki i jedynie kilkanaście osób. Szybko zatem zakupiliśmy kiełbasy, szynki i rozmaite
gadżety świąteczne po czym zasiedliśmy przy stole konsumując darmowy żurek od gospodyni- z którą
też zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.. Do odjazdu autobusu mieliśmy jeszcze ok 2 godzin, więc
Mariola zaproponowała by zamiast siedzieć- i się nudzić- pójść z powrotem do Kwakowa. Tak też się
stało- a z Kwakowa wyjechaliśmy o 13.27.