Data: 29.03.2025r
Trasa: Biały Bór PKP- Biały Bór miasto- szlak fortyfikacji- przesmyk między jeziorami-
Pomorska Góra Piasku- wschodnim brzegiem jez.Łobez- Biały Bór PKP 13 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Marceli Piec
Liczba uczestników: 7
W ubiegłą sobotę Mecenas dokonał rozpoznania trasy pod kątem terenowym, czasowym i
kilometrażowym aby teraz w spokoju poprowadzić grupę na tzw Pomorską Górę Piachu czyli
olbrzymią, śródleśną wydmę powstałą z urobisk pod wydobyciu piachu- kopalnia zresztą
jest nadal czynna.. Trasa wokół jeziora Łobez koło Białego Boru była przez nas już kilka
razy "przechodzona" i opisywana w relacjach, więc skoncentrujemy się dzisiaj nie na
opisach krajoznawczych lecz stricte na dzisiejszej wycieczce. Porannym pociągiem do Białego
Boru wyjechaliśmy w składzie- Marcel, Mecenas, kapitan Halszka, Ula z Andrzejem oraz Mariola
i Andrzej Jóźwiakowie. Podobnie jak tydzień temu pogoda była słoneczna ale też nie tak
"wietrzna" niż w zeszłą sobotę-więc zapowiadało to miłą wędrówkę. Z wiadomych względów
zależało nam by jak najszybciej znaleźć się w lesie, na szlaku bunkrów, więc szybkim marszem
przeszliśmy przez miasto, zatrzymując się tylko przed szkołą w której kiedyś uczyła się Ula..
Pierwszy postój nastąpił przed..i na bunkrze z charakterystyczną kopułą pancerną, tam
Andrzej i Marcel częstowali destylatami a wszyscy zachwycali się widokiem papryki przesłanej
przez barona Marka von Glowitz. Potem, do końca jeziora Łobez już nie było postojów poza
chwilami na pamiątkowe zdjęcia które wykonywali ''klubowi fotografowie''- Ula i Marcel.
Drugi postój miał miejsce w bardzo urokliwym miejscu, pod wiatą przy strumyku łączącym dwa
jeziora- Łobez i Cieszyńskie.. Było tam wydzielone miejsce na ognisko i Mariola skorzystała
z okazji by upiec kiełbaskę..Tam też natknęliśmy się na "Bufo bufo in amplexus" czyli ropuchy
szare w miłosnym uścisku. O ile ich obecność w tym miejscu, w trawie, nie dziwiła to dalej
napotykaliśmy pary ropuch dosłownie wszędzie, nawet i na piaszczystych drogach i wydmie..
Po dojściu do parkingu przy kopalni piasku grupa podzieliła się- Marcel poprowadził Mecka i
Andrzeja na wydmę, a reszta czekała przy drewnianym stole obok parkingu. Z kolei spośród
trójki która wybrała się na wydmę jedynie Marcel wspiął się aż na jej szczyt, Andrzej i Mecek
pozostali pod "Górą Biedronia" /tak ją sami samorzutnie nazwali/ i obserwowali zaćmienie
słońca które rozpoczęło się o 11.43. Wprawdzie nie było ono całkowite, ale i tak stanowiło
to pewną atrakcję. Panowie dali znać reszcie grupy by nie czekali na nich lecz powoli
udali się w drogę powrotną. Wszyscy spotkaliśmy się pod wiatą na wschodnim brzegu jez.Łobez,
gdzie nastąpił najdłuższy postój i gdzie Mecek poczęstował włoskimi specjałami- serami i
wędlinami, elegancko ułożonymi na tacce. Ula pilnowała czasu więc w odpowiedniej chwili dała
sygnał do wymarszu, po dojściu do miasta, od stacji Orlenu na skrzyżowaniu dróg nastąpił
długi i żmudny marsz chodnikiem wzdłuż szosy w stronę dworca.. Żałowaliśmy, że stacja jest
położona tak daleko od miasta, ale wkrótce się pocieszyliśmy w zajeździe położonym za stadniną,
gdzie zakupiliśmy regionalne produkty.. A pociąg nadjechał nawet przed czasem.. W Słupsku
nieocenioną pomocą jak zwykle służyła nam kapitan Halszka która swoim samochodem rozwiozła
nas do domów..