Data: 22.03.2025r
Trasa: Biały Bór PKP- Biały Bór miasto- kirkut- szlakiem bunkrów- Pomorska Góra
Piachu- szlakiem rowerowym- stacja Orlen- Biały Bór PKP 13 km
Jakiś czas temu usłyszeliśmy o atrakcji turystycznej w okolicach Białego Boru- którą
miała być olbrzymia piaskowa wydma obok kopalni piasku, swym ogromem przewyższającą nawet
sławną Górę Łącką w SPN. Nie wiedzieliśmy jednak gdzie dokładnie jest położona, bowiem na
mapach z których korzystaliśmy nie była ona zaznaczona. Dopiero niedawno Mecenas studiując
mapę "Ziemia Bytowska" w skali 1:65.000 dostrzegł na jej skraju oznakowanie w.w.wydmy.
Postanowił zatem samotnie /bo nic innego nie planowaliśmy na tą sobotę z uwagi na inne zajęcia
klubowiczów/ zbadać trasę aby potem poprowadzić w innym terminie naszych wędrowców. Nadto
zależało mu aby odnaleźć miejsce po dawnym kirkucie /cmentarzu żydowskim/ o którym przeczytał,
że zostało upamiętnione pomnikiem. Sobota miała być pogodna i ciepła, zapowiadano nawet ok 14
stopni C. Okazało się jednak że i owszem było słonecznie ale znacznie chłodniej niż zapowiadano.
Wprawdzie w lesie nie za bardzo to przeszkadzało, gorzej było w trakcie oczekiwania na pociąg
bo jak wiemy dworzec znajduje się pośród pól, "na wygwizdowie". Wyjazd nastąpił pociągiem o 7.46
przyjeżdżającym do Białego Boru o 9.01 zaś powrót- o 15.15, tak, że było ponad 6 godzin czasu
na wędrówkę. Mecenas narzucił jednak szybkie tempo by jak najszybciej znależć się na szlaku
bunkrów wiodącym zachodnim brzegiem jeziora Łobez. Okazało się, że teren kirkutu znajdował się po
lewej stronie szlaku i nie trzeba go było szukać. Faktycznie po kirkucie pozostało niewiele-
kilka kamiennych podstaw nagrobków i pomnik. Dalej już znaną trasą, już przez nas "przechodzoną"-
ale zawsze chętnie uczęszczaną bo malowniczą, z widokami na jezioro Łobez. Po dojściu do miejsca
nad przesmykiem między jeziorami trzeba było "pokombinować" którą drogą iść, Mecek jednak idąc
"na czuja" bo GPS-u nie ma szybko dotarł do szosy wiodącej do Sępólna. Akurat na wprost wjazdu
do kopalni piasku- wydma znajdowała się nieco na północ ale niedaleko, nadto można było z
uznaniem ocenić oznakowanie, nader szczegółowe, drogowskazy kierowały na właściwe ścieżki i
informowały nawet ile minut będzie trwał marsz. Rzeczywiście, wydma była imponująca, szkoda tylko,
że jest również miejscem do jazdy quadami i nieraz Mecek musiał uskakiwać z "drogi". Po dłuższej
chwili poświęconej na kontemplację widoków należało pójść z powrotem- celem wędrówki było nie
tylko ustalenie miejsca położenia wydmy, ale również sprawdzenie ile czasu potrwa marsz i ile
będzie wolnego czasu na odpoczynki. Droga powrotna wiodła szlakiem przy wschodnim brzegu jez.Łobez,
nie tak atrakcyjnym jak po drugiej stronie z racji usadowienia ośrodków wypoczynkowych ale za to z
wiatą, gdzie kiedyś odpoczywaliśmy, a spod której był piękny widok na jezioro. Tam też Mecek zasiał
na dłuższy popas, delektując się resztką pieprzówki pani kapitan Halszki, a gdy dotarł do dworca
okazało się, że miał jeszcze ponad półtorej godziny czasu. Na szczęście był otwarty zajazd niedaleko
przejazdu przez tory, tam można było zasiąść, zadegustować jadła i napoju a także zakupić
przetwory na wynos- jak mięsiwo z dzika czy regionalne przetwory. Ponadto jak wspomnieliśmy wcześniej,
mocno wiało, zaś zajazd był przytulny. Jak wszyscy wiemy, Mecek ma stary telefon ze słabym aparatem-
warto jednak obejrzeć zdjęcia z wędrówki ,nie dla ich jakości ale w celach poznawczych..