Data: 15.03.2025r
Trasa: Ustka PKP- rezerwat Buczyna nad Słupią- Wodnica /kładka nad Słupią/-
Ustka PKP 6 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 4 (7)
Na ten weekend prognozy pogody były rozmaite, zapowiadały chłód, ale po ostatnich
pochmurnych dniach na pomorzu miało się rozpogodzić. Analizując dotychczasowe
wycieczki zorientowaliśmy się że w dobrze nam znanym rezerwacie Buczyna nad Słupią
nie byliśmy już dawno, ostatnio w trakcie zimowego rajdu "Stolemy" gdzie to nieśmiertelną
chwałą okrył się nasz honorowy prezes Daniel Nazaruk. Postanowiliśmy zatem udać się tam
również po to by przekonać się czy szlak nadaje się do przejścia- bowiem na rajdzie
słupskiego PTTK do Miastka prowadzący- Zbyszek ostrzegał przed rozlewiskami które
uniemożliwiają dojście do rzeki. Od razu wyjaśniamy, że dzisiaj z dojściem do rzeki
nie mieliśmy problemów. Sobotni poranek był jeszcze pochmurny i chłodny, ale gdy już
byliśmy w Ustce całkowicie się wypogodziło i robiło się coraz cieplej aczkolwiek nie
aż tak jak w ubiegły weekend gdy to robiliśmy zakupy na bazarku w Krępie. Do Ustki
wyjechaliśmy pociągiem /szynobusem/ o godzinie 9.35 w składzie- Marceli, Mecenas, Andrzej,
kapitan Halszka oraz radczyni Ania ''Radziwonka'' z synem Olkiem. Z kolei Ula dojechała
do Ustki następnym pociągiem,o godzinie 11.18 gdyż musiała zajmować się małą Polą. W
Ustce rozdzieliliśmy się- Ania z Olkiem poszli na plażę /do nich potem dołączyła Ula/
zaś reszta udała się na zaplanowaną wcześniej trasę. Aby nie deptać chodników wzdłuż
ruchliwej szosy, poszliśmy ścieżką wzdłuż torów by po wejściu do lasu zasiąść by
popróbować destylatu Marcela.. Smak tego napoju spotkał się z powszechnym uznaniem. Potem
niepotrzebnie "pokombinowaliśmy"- gdyż zamiast iść szlakiem, przeszliśmy na drugą stronę
torów licząc na drogę- ta owszem była ale kończyła się na ogrodzonej posesji. Musieliśmy
zatem prawie przez pół kilometra iść przez wertepy by w końcu dojść do żółtego szlaku i
znanej ścieżki. Zasiedliśmy na skarpie Nad rzeką Słupią, w malowniczym miejscu pośród
starych drzew, tam też pomachaliśmy Uli jadącej pociągiem i udaliśmy się w stronę kładki
w miejscowości Wodnica. Jak już wspominaliśmy, udało się nam dojść tam bez przeszkód,
ale zamiast na kładce woleliśmy zasiąść na leżącym nieopodal powalonym drzewie. Do Ustki
wróciliśmy tą samą trasą- z pominięciem oczywiście ''wertepowego'' odcinka- by na dworcu
w Ustce spotkać się z Ulą, Anią i Olkiem. Andrzej opiekował się Meckiem, a Mecek-Andrzejem
a nad wszystkimi czuwał Marcel. Do Słupska wyjechaliśmy o godzinie 15ej a pomocna kapitan
Halszka jak zwykle użyła swojego samochodu jako karawanu..