Data: 07.12.2024r
Trasa: Garczegorze- Obliwice 3 km
Liczba uczestników: 3

W Obliwicach byliśmy już tyle razy, że w zasadzie ktoś mógłby uznać, że należałoby 
wybrać trasę gdzie indziej zamiast po raz kolejny jechać w doskonale znane miejsce. 
My jednak uważamy, że trzeba dochować tradycji bowiem zawsze w grudniu przybywaliśmy 
do Obliwic na Mikołajki- wprawdzie nie uczestniczymy w marszach Nordic Walking ale 
zawsze nam smakowały parowane ziemniaki, śledziki i inne przysmaki serwowane przez 
organizatora czyli dyrektora Krzysztofa Pruszaka.. Na sobotę prognozy pogody były 
nieciekawe- miało być chłodno oraz śnieg z deszczem. Dlatego też było nas tak niewielu, 
nadto stali uczestnicy Mikołajek z naszego klubu mieli wyjazdy-m.in kapitan Halszka 
wyruszyła do Holandii na świętą krucjatę przeciwko Persom, zaś baron Mark von Glowitz 
wyjechał na zwiedzanie Muzeum Destylarni. Dlatego też ze Słupska o 7.50 autobusem 
zastępczej komunikacji kolejowej Wyjechali jedynie Andrzej z Mecenasem a gdy 
znaleźli się w Lęborku- po kilku minutach dojechał stary traper Jurencjo z Redy. Już 
wcześniej, planując wyjazd, zorientowaliśmy się że musielibyśmy długo czekać na busa 
relacji Lębork-Łeba, a nadto do Garczegorza musielibyśmy jeszcze dojść z krzyżówki 
''obok samolotów'' /choć samolotów już tam nie ma/, dlatego też umówiliśmy się z Kubą 
Krawczykiem, że podwiezie nas swoim samochodem do Garczegorza. Kuba pojawił się zgodnie 
z planem- o 9.10- Jurencjo zasiadł obok niego w kabinie, zaś Andrzej z Meckiem- na pace, 
co stanowiło dla nich nie lada przygodę. Wprawdzie bardzo tam trzęsło i wiało, ale nie 
przeszkodziło to w ''analizie problemów tyrystyki''. Kuba wysadził nas za Garczegorzem 
i pojechał dalej do Obliwic by tam-w stroju św.Mikołaja- sprzedawać próbki perfum. My 
udaliśmy się pieszo do Obliwic, miłą niespodzianką tej dość monotonnej trasy było 
rozlewisko powstałe na skutek działalności bobrów- tam zasiedliśmy w tym romantycznym 
miejscu- wprawdzie było pochmurno ale w miarę sucho no i przede wszystkim- nie padało. 
Andrzej częstował destylatem powstałym z ''nalewki kozackiej'' którą Mecek dostał w 
Kołobrzegu od legendarnego turysty z Radomia-Henryka Kozaka, któren okrył się nieśmiertelną 
chwałą na zakończeniu OWRP w Zgierzu w 2017 roku. Następny postój mieliśmy ''na stacji'' 
czyli w budce postojowej na miejscu dawnego przystanku kolejowego w Obliwicach- tam wiodła 
bowiem linia kolejowa z Lęborka do Choczewa.. W samych Obliwicach liczyliśmy na spotkanie 
ze znajomymi z lęborskiego ''Kahel Klubu'', lecz pomimo wielkiej liczby uczestników marszu 
Nordic Walking nie było ani Tadka ani Lecha Bighorna, ani też Moorhexy.. Oczywiście był 
natomiast Maurycy zaś miłą niespodzianką było pojawienie się leśniczyny Ewy- wspólnie z 
nią wspominaliśmy z rozrzewnieniem jakie zawsze Janek /Kiśluk/ miał w Obliwicach pragnienie.. 
Jak zwykle zasiedliśmy ''pod łodzią'' zajadając się parowanymi ziemniakami i śledzikami 
by po pewnym czasie przenieść się nad ognisko. Można było też wziąć za darmo książki z 
czasów socjalizmu pochodzących z biblioteki w Nowej Wsi- Andrzej zabrał przyśpiewki 
lwowskie.. Oczywiście każdy dostał też w prezencie czapkę mikołajową.. Planowaliśmy 
wracać po 15ej ale skorzystaliśmy z tego, że Kuba wracał samochodem do Lęborka więc 
odjechaliśmy wcześniej, zaś z Lęborka odjechaliśmy już o 13.45.. A w Słupsku już czekał 
Michał który odwiózł nas do domów..