Data: 31.08.2024r
Trasa: Zielin- Torfowisko Zieliń- Gumieniec- szlakiem rowerowym- jezioro Wódka- 
       Glewnik- Dolno- Trzebielino 17 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 3

Ta wędrówka z wielu względów nie powinna się odbyć- ale miała miejsce i to jaka.. 
Organizator trasy- Mecenas zaplanował krótką 8 kilometrową trasę, nawet nie licząc 
na to, że ktoś poza nim się na niej pojawi. W tą sobotę na obchodach Dni Kobylnicy 
miał bowiem występować zespół Raj Power w którym Andrzej gra na basie a oprócz tego 
zarówno Strzykowscy jak i Jóźwiakowie jeszcze w piątek byli na południu Polski- w 
Kudowie. Na domiar złego noc z piątku na sobotę była deszczowa.. Ale na szczęście 
były to złe miłego początki.. Sobotni poranek był już słoneczny, dodajmy że przez 
cały dzień było pogodnie. Nadto koncert zespołu Raj Power został odwołany, więc 
mimo zmęczenia całodniową podróżą z Kudowy do Słupska dzielny Andrzej pojawił na 
przystanku gdzie wsiadł Do autobusu NordExpresu w którym to już jechali z nowego 
dworca PKS Mecenas i kapitan Halszka. Nieliczna ale doborowa ekipa.. Pani kapitan 
miała pieprzówkę zaś Andrzej- śliwowicę polanicką, której łyk od razu wypiliśmy na 
początku trasy- na pomoście przy torfowisku Zieliń. Torfowisko było już porośnięte 
sosenkami na których snuły się płachty babiego lata.. Stamtąd poszliśmy prosto na 
zachód szlakiem oznaczonym jako "szlak ciekawostek przyrodniczych". Swojego czasu 
Jurencjo z Redy znalazł tam wiele grzybów, teraz nie liczyliśmy na obfity zbiór z 
uwagi na suszę.. Rychło jednak rozległ się donośny głos Andrzeja- "Ale babki !"- tym 
razem nie chodziło o zespół muzyczny z atrakcyjną menadżerką lecz o babki-koźlarze.. 
Dodajmy że co prawda grzybów były wyraźnie mnie niż kilka tygodni temu ale i tak 
pod koniec wędrówki Andrzej miał pełną ich siatkę.. W trakcie odpoczynku obok 
ciekawej leśnej kapliczki urządzonej w pniu drzewa i po analizie mapy- Andrzej 
zaproponował aby korzystając z ładnej pogody nie wracać z Gumieńca do Zielinia lecz 
pójść do Trzebielina po drodze zachodząc nad znane już nam leśne jezioro Wódka by 
zażyć tam kąpieli. Pomysł ten zyskał akceptację choć planowana trasa z 8 km 
przedłużała się do 17 km.. Po wyjściu z lasu zeszliśmy na łąki pod Gumieńcem a pod 
dojściu do szosy- skręt w lewo pod górę w stronę dworca.. Tam, odpoczywając na 
przystanku autobusowym obok torów wspominaliśmy przejazdy drezynami z marzeniem że 
może kiedyś ponownie wrócą na ten szlak.. Po przejściu przez tory, zamiast skręcić 
w lewo na drogę wiodącą wprost do Glewnika, poszliśmy prosto na południe obok 
leśniczówki- droga była utwardzona a gdzieniegdzie były i płyty jumbo. Dochodziło 
południe i upał coraz bardziej doskwierał, marsz stawał się żmudny, na szczęście w 
końcu doszliśmy do skrzyżowania dróg gdzie skręciliśmy w lewo a tam już blisko było 
do jeziora Wódka. Nad jego brzegami było trochę ludzi ale nie tyle ile ostatnio- 
jakby nie było to koniec wakacji.. Znalazło się dla nas nawet miejsce pod wiatą.. 
Zgodnie z planem Andrzej i Mecek kilka razy skorzystali z kąpieli tym chętniej iż w 
odróżnieniu od chłodnych fal Bałtyku- śródleśne małe jeziorko miało nagrzaną od 
słońca wodę.. Po posiadówce wolniejszym już tempem udaliśmy się w stronę Glewnika, 
szukając po drodze grzybów.. W Glewniku jak zwykle- posiadówka pod wiatami przy rzeczce 
Pokrzywonej i dalej już asfalt.. Gdy doszliśmy do Trzebielina mieliśmy jeszcze prawie 
godzinę czasu do autobusu /odjeżdżał o 16.21/ więc czas ten spędziliśmy pod kolejną 
wiatą na skraju jeziora- degustując tym razem pieprzówkę Halszki..