Data: 27.07.2024r
Trasa: Wytowno skrzyżowanie- Wytowno wieś- stacyjka rowerowa- szlakiem rowerowym- 
       wiata przy "Wydmie Mrówkolwów"- jar- brzeg morza- Poddębie 8 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4

Pierwotnie na tą sobotę planowaliśmy wędrówkę brzegiem morza polączoną z plażowaniem i 
kąpielą. Prognozy pogody nie były jednak zbyt optymistyczne, dlatego też postanowiliśmy 
do Poddębia powędrować z Wytowna gdyż już wiele lat nie szliśmy tą trasą. O godzinie 8.50 
autobusem jadącym do Rowów pojechała nieliczna ale doborowa ekipa w składzie- Ula z 
Andrzejem, Mecenas oraz kapitan Halszka z pieprzówką. Wysiedliśmy na skrzyżowaniu dróg 
skąd jeszcze kilkaset metrów było do Wytowna- na zakręcie obok szachulcowego kościoła i 
zniszczonego pałacyku znajdującego się w zarośniętym parku skręciliśmy w prawo 
kierując się w kierunku trasy ''zwiniętych torów''- czyli drogi wiodącej po śladzie dawnej 
linii kolejowej z Ustki do Smołdzina. Tam urządziliśmy pierwszy postój przy Stacyjce 
rowerowej. Okazało się że postawiono tam wiatę oraz ekspozycję z wiszących rowerów. Mniej 
przyjemny był widok wybetonowanej drogi wiodącej z Ustki bynajmniej nie na wprost w stronę 
Machowinka ale skręcającej do Poddębia. Było jasne, że większość rowerzystów będzie się 
właśnie tam kierowała i musieliśmy uważać na trasie by nie zostać staranowanym, nadto 
niezbyt przyjemnie się idzie po betonowej nawierzchni. Cóż, radzi-nieradzi poszliśmy dalej 
mijani przez chmary cyklistów aż doszliśmy do wiaty przy leśnej wydmie nazwanej przez nas 
''wydmą mrówkolwów'' od znajdujących się tam dołków gdzie czatują larwy mrówkolwa polujące 
na mrówki.. Tam urządziliśmy dłuższy popas tym bardziej że miejsca pod wiatami nie były 
zajęte. Było wprawdzie pochmurno, ale opady deszczu wg regionalnej pogody miały nastąpić 
dopiero po godzinie 15-ej dlatego też po popasie skierowaliśmy się zarośniętą leśną drogą w 
stronę jaru z kładkę i zejścia na plażę. Tam,przy gwiazdoblokach Andrzej i Mecek postanowili 
zażyć morskiej Kąpieli a woda bynajmniej nie była zbyt zimna.. Ponieważ zgłodnieliśmy trzeba 
było udać się na obiad- nie gdzie indziej jak do karczmy ''U Julki''. Zaś po obiedzie 
udaliśmy się na autobus odjeżdżający o 13.10 poza Meckiem który udał się na gościnę u swojego 
kuzyna, który wraz z rodziną przyjechał z Radomia.