Data: 06.07.2024r
Trasa: Galezinowo PKP - Słupsk PKP /żółtym szlakiem/ 18 km
Prowadzący trasę: Krzysztof Łukowiec
Ilość uczestników: 3
Ze względu na zapowiadane upały oraz nieobecność Mecenasa (który wybył na Śląsk
by uczestniczyć w corocznym rajdzie OWRP) nie była zapowiadana żadna wędrówka.
Młode Orły (Legenda klubu Krzysiek, Dekorator i Dreadman) spontanicznie zaaranżowały
spotkanie które zaowocowało wędrówką mającą start w Gałęzinowie. Żółtym szlakiem
przez Dolinę Charlotty kierowaliśmy się w stronę Bydlina. Mimo że trasa była nam
znana, to nieco zdezorientowała nas industrialna duża szara hala otoczona tirami
w pobliżu kapliczki przy jeziorku należącym do Doliny Charlotty, a następnie
ogrodzone tereny i roboty terenowe (ze względu na budowę Wioski Balijskiej przez
cudzoziemskich pracowników). Krzysiek zarządził krótką pauzę w celu obejrzenia
wspaniałej budowli i stwierdził, że mógłby oddawać się w niej cudownej kontemplacji i
relaksacji... Przeszkody na szlaku to żaden kłopot dla doświadczonych piechurów i
nie było problemem odnalezienie trasy alternatywnej. Pewnym krokiem przeszliśmy
przez pagórkowaty las i znaleźliśmy się na drodze prowadzącej do Bydlina. Po krótkim
odpoczynku i napoczęciu napojów turystycznych dziarskim krokiem poszliśmy w stronę
Bydlina przy okazji zwiedzając przedwojenny cmentarz który pełnił swoją funkcję
jeszcze pare lat po wojnie o czym świadczą polskie nazwiska i daty pochówków.
Następnie przeszliśmy przez most nad Słupią gdzie zdecydowaliśmy przeprowadzić mały
"Urbex" zwiedzając opuszczony i spalony dom /zarówno Krzysiek jak i Artur pamiętali
jak jeszcze niedawno chata stała nienaruszona, ale od pewnego czasu postępowała
degradacja/. Po szybkich oględzinach wróciliśmy na żółty szlak i żwawym tempem
doszliśmy do wiat gdzie nastąpiła dłuższa pauza w celu odpoczynku i uzupełnienia
płynów /upał zaczynał nam doskwierać/. Widać było wielu zbieraczy jagód których
wiaderka były pełne. Prowadzący (Krzysiek) wykonał pokaz 300 obrotów wokół własnej
osi co spotkało się z zachwytem Młodych Orłów oraz przypadkowych piechurów. Dalej
udaliśmy się w stronę Niewierowa gdzie roztacza się ciekawy widok na linie kolejową,
ponadto zapoznaliśmy się z historią wsi i okolic która rozpisana jest na tablicach
informacyjnych. Przed wiaduktem drogę zastąpiło nam... bydło, ale Krzysiek dzięki
swojej zdolności komunikacyjnej ze zwierzyną zdołał rozgonić krnąbrny inwentarz i
śpiesznie przeszliśmy do potoku przy wiadukcie gdzie zdecydowaliśmy się schlapać
chłodną wodą /wyglądała na czystą/ w celu orzeźwienia. Następnie skierowaliśmy się
równolegle do linii kolejowej i przeszliśmy odcinek po którym niegdyś biegła linia
wąskotorowa, wyszliśmy przy ulicy Bałtyckiej podziwiając przedwojenny wiadukt. Po
krótkim marszu miejskim ulicą Kopernika i małych zakupach zarządzilismy ostatnią
przerwę w parku przy starym szpitalu snując plany na kolejne wędrówki. Krótko po
tym Krzysiek udał się do domu, a Dreadman i Tuba w w stronę PKP gdzie miała miejsce
meta wyprawy.