Data: 06.04.2024r
Trasa:  Malczkowo- jez.Dobrskie- Gogolewo 11 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 8

Reaktywacja weekendowych połączeń autobusowych m.in do Maleńca czy do Czarnej 
Dąbrówki pozwoliła nam po latach na wędrówki po terenach gdzie jeszcze nigdy nie 
były one organizowane. Dlatego też w tą sobotę zainaugurowaliśmy cykl wędrówek 
pod nazwą ''Nowe szlaki'', a planowaliśmy dojść do miejscowości Dobra znanej z 
dużego ''kąpielowego'' jeziora /choć oczywiście kąpieli nie planowaliśmy/. Wędrówka 
miała być krótka i przyjemna, okazało się jednak że taka krótka nie była ale o 
tym potem.. Po kilku deszczowych i chłodnych dniach pogoda tym razem dopisała, 
było słonecznie choć zwłaszcza na ''polnych'' odcinkach trasy chwilami dokuczał 
wiatr. O godzinie 8.00 autobusem relacji Słupsk-Czarna Dąbrówka pojechała ''stała'' 
ekipa w składzie-Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, Mecenas oraz kapitan Halszka która 
wprawdzie przyrządziła pieprzówkę, ale..zapomniała ją zabrać.. Na ulicy Gdańskiej 
dosiedli się Ula z Andrzejem zaś w Mianowicach- baron Mark von Głowitz z Tereską. 
Po dojechaniu do Malczkowa skierowaliśmy się na południe, idąc ostrożnie by nie 
rozdeptać masowo sunących chodnikiem ślimaków winniczków. Wkrótce skręciliśmy na 
południe obok domu pana Marcina Labudy który niegdyś nas poznał na wędrówce z 
Godętowa. Trasa wiodła starym, brukowanym traktem, w szpalerze drzew-lubimy takie 
''klimaty'', tym bardziej że już kwitły na biało drzewa owocowe. Wprawdzie po 
ostatnich deszczach nieraz na drodze pojawiały się kałuże i rozlewiska ale dało się 
bez problemu przejść. Oczywiście należało jak najszybciej zorganizować postój na 
łyk kawy co też uczyniliśmy w przydrożnym zagajniku. Mecenas przywiózł z Radomia 
''nalewkę kozacką'' /nazwa nie pochodzi od stepowego kozaka lecz od Henryka Kozaka 
z klubu ''Radomir'', który nieśmiertelną sławą okrył się na zakończeniu łodzkiego 
OWRP w Zgierzu/. Zgodnie jednak uznaliśmy ten destylat za zbyt mocny by go degustować 
bez rozcieńczenia dlatego też przydatne stały się eliksiry Andrzeja i 
''godniczówka'' Marka. Po postoju szliśmy dalej polną drogą na południe aż do 
skrzyżowania dróg. Mecenasowi wydawało się że prosto wiedzie droga do Dobrej a ta 
w prawo-do jeziora Czarnego które też planowaliśmy odwiedzić i gdy po przejściu 
kilkuset metrów ukazała się przed nami tafla jeziora- uznaliśmy, że było to jezioro 
Czarne a poniewczasie okazało się że było to jezioro Dobrskie i należało iść dalej 
drogą wzdłuż jeziora. Tymczasem jednak nastąpił dłuższy już postój nad brzegiem 
gdzie chłonęliśmy piękne widoki a i w lesie już wiatr nie dokuczał. No a dalej 
rozpoczęły się kłopoty.. jak wspomniano wyżej, zamiast iść dalej drogą, 
zawróciliśmy się do skrzyżowania dróg i skręciliśmy w prawo myśląc że jest to droga 
do Dobrej.. Po długim marszu doszliśmy do skraju pól, dopiero wówczas dzięki GPS 
Marek określił że jesteśmy..pod Łupawą, a droga wiedzie do Gogolewa. Trzeba było 
zatem nadać odpowiednie tempo marszu i choć widoki były ciekawe-popędzić by zdążyć 
na autobus odjeżdżający o godzinie 13.38 z Gogolewa /ostatni w tym dniu/. Gdy w końcu 
wyszliśmy z lasu na pola pod Gogolewem, można już było zwolnić  spokojnie podążyć na 
przystanek. Mieliśmy jeszcze około pół godziny do odjazdu autobusu więc czas ten 
spędziliśmy przyjemnie na trawce nad wioskowym stawem. Mimo pomyłki Mecka w odczytaniu 
mapy i znacznie dłuższego marszu niż przewidywaliśmy wszyscy uznali wędrówkę za udaną..
A jezioro Czarne i Dobrą odwiedzimy następnym razem...