Data: 16.03.2024r
Trasa: Damnica PKP- ścieżka przyrodnicza- Damnica PKP 8 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 2

Po ubiegłotygodniowej wędrówce do Białego Boru gdzie dopisała nam pogoda, już 
kilka dni przed obecnym weekendem wiedzieliśmy że niestety- nadejdzie front niżowy i
będzie padać. Dlatego też trasa powinna wieść przez las i być możliwie krótka. 
Zdecydowaliśmy się więc na powtórzenie trasy sprzed kilku lat- po ścieżce 
przyrodniczej na południe od Damnicy. Wtedy prowadziła Teresa, a łącznie uczestników 
było tylko czworo, dlatego też ideą było aby i inni poznali ten szlak. A tu- 
krewa ! Wielu chętnych się pochorowało albo wypadły im niespodziewane obowiązki, 
więc prowadzący- Mecenas, sam będąc mocno przeziębiony zastanawiał się nad sensem 
wyjazdu do Damnicy. Na szczęście przypomniał sobie słowa honorowego prezesa KTP "Orły"- 
Daniela Nazaruka że obowiązkiem prowadzącego jest stawiennictwo chociażby na miejscu 
startu, bo może pojawić się ktoś niezapowiedziany. O godzinie 9.00 Mecek wyjechał 
autobusem NordExpress linii 105 do Damnicy, by na miejscu otrzymać informację od starego 
trapera ''Jurencja'' z Redy, że ten akurat dojeżdża pociągiem. Warto zatem było pojechać 
na start.. Do tej pory było- o dziwo- w miarę pogodnie, ale już po przyjeździe Jurka 
zaczął lekko pokapywać deszcz.. a potem było znacznie gorzej, rzęsisty deszcz 
przeplatał się z przejaśnieniami. Trasa wprawdzie była dość krótka bo tylko około 8 km 
ale Jurek chciał zdążyć na pociąg o 12.29, dlatego też tempo marszu było dosyć intensywne,
 choć bez przesady. Wygląd lasu od czasu wędrówki sprzed kilku lat zmienił się o tyle, 
 że niestety spore połacie lasu zostały wyrąbane. Ścieżka przyrodnicza wiodła najpierw 
 wprost na południe leśną drogą prowadzącą do Starej Dąbrowy, by po kilku kilometrach 
 skręcić na wschód- w stronę wsi Łebień znaną z wysokich wiaduktów. Tam, na skrzyżowaniu 
 dróg, miał miejsce pierwszy postój, gdzie zasiedliśmy na mchu pod wysokimi świerkami. 
 Wprawdzie niezbyt osłaniały one przed deszczem, ale za to Jurencjo miał jeszcze resztkę 
 "rozgrzewacza" który pozostał mu po wędrówce w okolicach Łeby. Po odpoczynku poszliśmy 
 wyżej wspomnianą drogą w stronę Łebienia ale już wkrótce znak ścieżki nakazywał skręt 
 na północ. Po lewej pojawił się głęboki jar z zabagnionymi rozlewiskami a następnie 
 najpiękniejszy chyba na trasie widok- duży leśny staw, prawie jezioro /bo większy niż 
 "kultowe" jezioro Wódka koło Trzebielina, które tak polubił Andrzej/. Tam zostaliśmy na 
 dłuższy postój- mimo, że deszcz nadal padał a żadnej wiaty nie było, ale za to widok był 
 ciekawy. W oddali pływała para łabędzi a z oddali dochodziły żurawie klangory.. Po postoju 
 powoli skierowaliśmy się w stronę dworca, już nie musieliśmy się spieszyć. Ostatni, 
 krótki postój miał miejsce w lesie tam gdzie łączą się drogi ścieżki przyrodniczej w 
 pobliżu dworca. Jurek popędził na pociąg odjeżdżający z Damnicy o 12.29 a Mecek jeszcze 
 posiedział w lesie bo jego pociąg odjeżdżał godzinę później- o 13.34..