Data: 17.02.2024r
Trasa: Słupsk Most Łabędzi- bulwary nad Słupią- przepławki- aleja brzozowa- Lasek 
       Południowy- OSiR- most czołgowy- Słupsk 9 km
Prowadzący trasę: Andrzzej Strzykowski
Liczba uczestników: 5

Poprzedni dzień,czyli piątek był słoneczny i ciepły, ale już wcześniej wiedzieliśmy, 
że w sobotę pogoda ma się pogorszyć.. Ponieważ w ostatnich tygodniach poziom rzeki 
Słupi się podniósł, postanowiliśmy dzisiaj nigdzie nie wyjeżdżać poza Słupsk lecz 
przejść się w górę rzeki by obejrzeć ewentualne rzeczne rozlewiska oraz dwa rozbierane 
mosty- tzw Łabędzi, który po renowacji ma powrócić na stare miejsce oraz tzw.czołgowy, 
na trasie dawnej kolei do Budowa /tam powstanie nowa obwodnica/. Zgodnie z 
przewidywaniami, sobotni poranek był szary i dżdżysty, wprawdzie nie był to silny 
deszcz lecz dokuczliwa mżawka, ale z pewnością aura odstraszyła potencjalnych wędrowców 
nadto aktywni ostatnio Tuba i Dreadman dzisiaj pracowali. Dodajmy, że Tuba pozostawał w 
stałym kontakcie z dawno niewidzianym Sewerynem który od kilku miesięcy przebywa w DPS 
w Braniewie i w piątek przyjechał na tydzień do Słupska by pomagać koledze przy remoncie 
domu. Tak, domyślamy się jak może wyglądać ta ''pomoc'' znając zapał Seweryna do pracy- 
szkoda jednak że na wędrówkę nie przyszedł.. W konsekwencji na miejsce zbiórki przy 
rozbieranym moście obok Stawku Łabędziego stawiło się tylko pięcioro uczestników- Ula z 
Andrzejem, Mecenas oraz Mariola i Andrzej Jóźwiakowie. Trasy w zasadzie nie będziemy 
opisywać bo wszyscy słupszczanie ją doskonale znają. Ale wspomnieć należy, że naprzeciwko 
szkoły policji stare drzewo obaliło się do rzeki, zaś chodnik po zachodniej stronie 
Wyspy Młyńskiej na tyłach ulicy Wiejskiej nie był już zalany wodą i możliwy do przejścia 
/choć przejście pod mostem nadal niemożliwe/. Dzisiejsza trasa była ''bezwiatowa'' co 
nieco martwiło Andrzeja ale za to było wiele ławek, co prawda mokrych ale mieliśmy swoje 
''poddupniki''. Na dłuższą chwilę zasiedliśmy przy stawku w alei brzozowej- o ile na 
Stawku Łabędzim wbrew nazwie nie było tych pięknych ptaków to na stawku przy alei 
brzozowej były i łabędzie i kaczuszki i mnóstwo mew- spotkaliśmy tam miłośniczkę 
fotografowania przyrody z wielką tubą- nie miejmy dziwnych skojarzeń- był to teleobiektyw.. 
Wspominaliśmy nieistniejące już obiekty-knajpę ''Leśną'' oraz sklep ''Żaczek'' gdzie jeszcze 
niedawno robiliśmy zakupy. Szlakiem przez Lasek Południowy wkrótce dotarliśmy do rozległych 
wykopów pod nową szosę, tam nie dało się przejść, ani nawet dojść do mostu czołgowego od 
wschodu, dlatego zawróciliśmy się by dojść do tego mostu od strony ulicy Rybackiej. 
Musieliśmy zatem zatoczyć wielkie koło idąc zachodnim brzegiem rzeki obok OsiRu. Po 
drodze mijaliśmy wędkarzy, drzewa ze śladami działania bobrów oraz rozlewiska które były 
celem naszej wędrówki.. Mimo, że również od zachodniej strony mostu były rozkopy, można 
było bez problemu do niego dojść- tam Andrzej z Mecenasem zasiedli pod nim by zachować w 
pamięci obiekt który wkrótce nie będzie istniał. Niedaleko mostu, w parku znajdowała się 
jedyna na trasie wiata, wprawdzie bez ławek, ale dająca osłonę przed deszczem, 
mogliśmy tam się pokrzepić samorobnym napojem Andrzeja i pogawędzić z dwoma młodymi amatorami 
historii. Powoli zbliżał się koniec wędrówki, wspólnie doszliśmy w okolice Wyspy Młyńskiej i 
rozeszliśmy się do domów. Tym razem pani kapitan Halszka ze swoim ''karawanem'' nie była 
potrzebna..