Data: 14-15.10.2023r
Trasa: Charnowo PKP- Gajki- szlakiem rowerowym- Krężołki- Swołowo 12 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 9
Jak ten czas szybko leci.. wydaje nam się że tak niedawno obchodziliśmy nasze klubowe
rocznice- głównie w porze zimowej- w Dębinie, Rowach, Poddębiu- nie mówiąc już o
Porzeczu gdzie mądrością i zaradnością błysnął Krzysiek Łukowiec. Od kilku lat
rocznice odbywają się wcześniej- jesienią w zagrodzie nr 31 w Swołowie wynajmowanej
od ulubionego przez nas wszystkich Macieja- ''Druida Panoramixa''.. Raz, że jest tam
''klimatycznie'' bo dom jest zabytkowy- w stylu ryglowym- a poza tym mamy całe obejście
dla siebie i jest miejsce dla rozpalenia ogniska. Do Swołowa wędrowaliśmy wiele razy
na rozmaite festyny, więc aby nie dublować tras które znamy na pamięć kilka tygodni
temu Marcel z Krzyśkiem wytyczyli nową trasę dojściową- z dworca PKP w Charnowie /opis
trasy znajduje się w relacji z tamtej wędrówki/. Do Charnowa wyjechaliśmy w sobotę
pociągiem o godzinie 8.30- mimo rzęsistego deszczu nastawieni optymistycznie- w składzie:
Andrzej z Ulą, Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, Mecenas oraz kapitan Halszka. Na dworcu
PKP w Charnowie niespodzianka- dotarł tam piechotą ze Słupska najwytrwalszy klubowy
piechur Krzysiek a z Ustki pociągiem-dawno nie widziany ale wielce lubiany Artur zwany
''Dreadmanem'' /ksywa od tego, że..jest łysy/. Wspólnie wyruszyliśmy opracowaną wcześniej
trasą na zachód, dość szybkim tempem, bo padał deszcz i zależało nam by jak najszybciej
dojść do wiat w lesie pod Gajkami. W międzyczasie jednak Andrzej z Mecenasem znaleźli
czas by zasiąść na ściętych przydrożnych drzewach i zakosztować samorobnego produktu..
Dłuższy postój nastąpił pod wspomnianymi wiatami, a potem zaczęło się wypogadzać- dodajmy
że do Swołowa dotarliśmy już w pełnym słońcu.. Dalej już znaną trasą- obok magazynów
dawnej jednostki wojskowej, kolejne wiaty i postój, aż dotarliśmy do szosy pod Krężołkami.
Ostatni odcinek trasy był najmniej ciekawy- szliśmy skrajem szosy do Swołowa, mijając
po drodze martwego dzika.. Był tak samo brudny i cuchnący jak inny Dzik.. W Swołowie
rozstaliśmy się z Krzyśkiem i Dreadmanem których ''gonił'' autobus do Słupska, a w zagrodzie
już czekał na nas Marek- baron von Glowitz, tym razem przyjechał bez Tereski która
zachorowała- ale na tym skorzystał Mecenas który już nie musiał nocować w zimnej spiżarni,
lecz w ogrzanym pokoju.. Dalej nastąpiło to jak co roku- ognisko i śpiewogranie przy
akompaniamencie gitary Andrzeja.. A niedzielny poranek to chłód /temperatura spadła do ok.
10 st.C/ i burze gradowe.. I tak zresztą nie planowaliśmy w tym dniu trasy z uwagi na wybory
do parlamentu.. Około godz. 10-ej opuściliśmy Swołowo- samochodami Marka i Michała..