Data: 19.08.2023r
Trasa: Poddębie- szlakiem czerwonym- kładka nad jarem- brzeg morza- klif Wytowieński- szlak 
       rowerowy- Wydma Mrówkolwów- Poddębie 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4

Ostatnio na wędrówce Andrzej uznał że jeszcze w sezonie letnim należy udać się na morze by zażyć 
kąpieli bo dziwne byłoby aby słupszczanie, mieszkający przecież niedaleko morza ani razu w ciągu 
roku się w nim nie kąpali. Wiadomo jednak że w czasie wakacji trudno znaleźć jakieś spokojne 
miejsce nad morzem bez licznej ''stonki'', dlatego też Mecenas który wiele lat spędzał wakacje w 
Poddębiu zaproponował wycieczkę w tamte okolice zapewniając obfite grzybobranie.. Zapomniał 
jednakże że tam gdzie 40 lat temu zbierał grzyby, teraz wcale nie musi ich być- ale o tym później.. 
Na prośbę tych którzy lubią dłużej poleżeć w łóżku, wyjadz został zaplanowany dopiero o godzinie 
9.50 autobusem PKS. Rano w Słupsku było pogodnie i słonecznie, zapowiadał się piękny dzień.. 
Szkoda że była nas tylko czwórka Andrzej, Mecenas, oraz Mariola i Andrzej Jóźwiakowie. Stan 
zdrowia nie pozwolił na uczestnictwo Uli oraz Halszki- i tym samym mocnej pieprzówki- lecz wiedząc 
o tym Andrzej wziął ze sobą zakupiony w Swołowie ''eliksir Panoramixa'' z tym, że go nieco rozrobił 
by nas nie powaliło na trasie.. Po dojeżdzie do Poddębia skierowaliśmy się w kierunku morza, ale 
nie schodziliśmy na plażę, tylko przed zejściem skręciliśmy na zachód idąc za znakami czerwonego 
szlaku.. Na szczęście nie napotykaliśmy tam wielu wczasowiczów poza kilkoma grupami ćwiczących 
młodych karateków. Już teraz zaznaczmy- o ile w głębi lądu było słonecznie to nad morzem panowała 
gęsta mgła co wcale nas nie zmartwiło bo było romantycznie i nie doskwierał upał.. Zasiedliśmy na 
klifie niedaleko jaru i choć z tego punktu widokowego nie było najlepszej widoczności z uwagi na 
mgłę to dla nas było tym piękniej.. Zadegustowaliśmy eliksiru Andrzeja, potem przeszliśmy przez 
kładkę nad jarem by zaraz potem zejść na plażę.. Wcześniej wszyscy szykowali się na kąpiel, ale w 
konsekwencji jedynym odważnym okazał się Mecenas, zaś reszta zasiadła na gwiazdoblokach.. Wbrew 
pozorom woda morska nie była aż tak zimna jak się wydawało ale w tym miejscu dno było kamieniste i 
po prostu trudno się po nim chodziło, dlatego też rychło Mecek dołączył do reszty grupy a Andrzej 
zadbał o kolegę by nie zmarzł.. Ponowie weszliśmy do góry na szlak który doszliśmy tam gdzie kiedyś 
był grób lotnika /nie znależliśmy go/ i gdzie rozpoczynały się wysokie klify.. Nie szliśmy już dalej 
w stronę Ustki lecz skręciliśmy w lewo by dojść do drogi Wytowno-Poddębie. W tym czasie mgła opadła- 
co przypominało deszcz- i zrobiło się upalnie.. Po dojściu do skrzyżowania dróg- niemiła 
niespodzianka- wyżej wspomniana droga z Wytowna została wybetonowana, nie wiadomo po co i na co.. 
Owszem, rowerzyści mogli szybciej tam ''zasuwać'' ale i wsześniej służyła ona i pieszym i rowerzystom, 
a nikt nie narzekał.. Nadto, obiecywane przez Mecenasa ''grzybowe lasy'' okazały się tak zarośnięte, 
że w sumie zebraliśmy w trakcie całego dnia jedynie kilkanaście okazów.. Szybko więc doszliśmy do 
wiat pod leśną wydmą nazwaną kiedyś przez rodzinę Mecka- ''Wydmą Mrówkolwów''- a to od licznie 
znajdujących się tam w piasku lejków w których kryły się larwy mrówkolwa- polujące na mrówki- przy 
okazji nastąpiła demonstracja tego rodzaju polowania dzięki zebranym przez Andrzeja mrówkom.. Z tego 
miejsca już blisko było do Poddębia, przeszliśmy przez zatłoczony przez wczasowiczów trakt i 
udaliśmy się na obiad do restauracji ''Pod Sosnami'' po którym poszliśmy już na autobus. Po drodze 
towarzyszyła nam kuzynka Mecenasa- Kasia z psem Bursztynem, która akurat na kilka dni przyjechała 
nad morze- a na stałe mieszka ona w pobliżu Puszczy Białowieskiej po której oprowadza.. Może kiedyś 
skorzystamy z zaproszenia.. Z Poddębia wyjechaliśmy autobusem o 15.10  i już planowaliśmy wędrówki na 
przyszłe soboty..