Data: 15.08.2023r
Trasa: Sycewice PKP- Sycewice wieś- szlakiem rowerowym- d.PGR Ścienno- Gac- Swołowo 8 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 2
Nader rzadko w historii klubu zdarzało się, że jedna wędrówka następowała wkrótce po drugiej,
częściej zdarzały się nawet kilkutygodniowe przerwy, zwłaszcza w sezonie letnim, gdy to klubowicze
wyjeżdżali z rodzinami na wakacje.. No ale nasz stary znajomy, brodaty Maciej ''Druid Panoramix''
zakomunikował iż przedestylował ''magiczne eliksiry'' o wielkiej mocy, kilku z nas a mianowicie
Andrzej i Mecenas postanowili się wybrać we wtorek /dzień wolny od pracy- święto MB Zielnej/ do
Swołowa na imprezę o nazwie ''Pomorskie Święto Ziół'' gdzie poza wspomnianymi ''magicznymi
eliksirami'' zamierzali kupić i inne regionalne przetwory.. Wyżej wymieniona dwójka wyjechała
ze Słupska pociągiem o 8.54 znanego nam chociażby z wyjazdów do Reblina czy Darłowa. Prognozy
pogody na ten dzień zapowiadały upał w granicach ok 30 stC- ale i burze.. Sprawdziło się i jedno i
drugie.. Po wyjściu z pociągu w Sycewicach naszą dwójkę powitały głuche pomruki zbliżającej się
burzy, było parno i duszno- trzeba było zatem szybkim marszem wzdłuż drogi ''krajówki'' dojść do
''centrum'' Sycewic by wejść na doskonale nam znany szlak rowerowy. Istniała obawa iż ten szlak
zostanie przecięty wykopami nowo budowanej drogi ekspresowej, ale na szczęście okazało się, że
póki co szlak rowerowy nie został naruszony.. Jak wiemy, na tym odcinku nie ma kompleksów leśnych,
a tylko szpaler starych przydrożnych drzew, Andrzej znalazł stosowną dziuplę /widoczną na zdjęciu/
ale nie zmieściłyby się tam dwie osoby- więc gdy się rozpadało zasiadł w towarzystwie Mecenasa w
krzakach obok niewielkiego stawku.. Naszym wędrowcom burza nie przeszkodziła w degustacji
samorobnego napoju Andrzeja, choć oczekując na przejście opadów stracili tam nieco czasu.. Gdy
deszcz nieco ustał- trzeba było nadać tempo by szybkim marszem dojść do dawnego PGR Ścienno i
dalej przez Gac do Swołowa.. Zaczęło się powoli rozpogadzać choć nadal było parno i duszno.. Do
Swołowa nasi klubowicze doszli już w pełnym słońcu.. Impreza odbywała się głównie w Zagrodzie
Albrechta- tym razem stoisko Panoramixa mieściło się nie po lewej a po prawej stronie- na odkrytym
terenie.. Andrzej z Meckiem- znając wielką moc eliksirów Panoramixa- obiecali sobie że tym razem nie
będą ich degustować na miejscu, nadto Andrzej zadzwonił do Uli by ich syn Wojtek w odpowiedniej
chwili mógł ewakuować jego i Mecka samochodem. Tak też się stało- nasza dwójka dopiła napój Andrzeja,
poczyniła stosowne zakupy- poza „eliksirami''- przetwory z jagody kamczackiej, nalewki, konfitury i
syropy- a zasiedli na ławce w cieniu drzew owocowych.. Poza Panoramixem spotkali też panią Grażynę z
pasieki ''Wędrowna Barć'' z Krzemienicy a także Jacka- znanego ze sprzedaży półgęsków.. Gdy już upał
zaczął niemiłosiernie doskwierać- Andrzej zadzwonił po Wojtka który przyjechał z Ulą i zabrali nieco
''spraconych słońcem'' Andrzeja i Mecka do Słupska..