Data: 12.08.2023r
Trasa: Trzebielino park- rzeczka Pokrzywna- szlakiem rowerowym- las grzybowy- Zielin dworzec- 
       przystanek Zielin III 12 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 6

Jak już pisaliśmy w ostatniej relacji wędrówka tą trasą miała się odbyć tydzień temu, ale wówczas 
jedyni uczestnicy- Mecenas i Jurencjo zmienili plany i poszli z Zielinia do Trzebielina "szlakiem 
ciekawostek przyrodniczych". Dlatego też w tą sobotę należało wykonać pierwotny plan i przejść do 
Zielina szlakiem rowerowym. Zakończenie miało być przy torfowisku Zielin, ale do tego nie doszło, 
a dlaczego- o tym będzie później. Trasa wydawała się prosta, krótka, dlatego też zaplanowaliśmy 
po drodze zbieranie grzybów i częste postoje. Na autobus odjeżdżający ze Słupska o godz 8.00 rano 
stawiła się stała ekipa- Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, Ula z Andrzejem, Mecenas oraz Marcel- ze 
stałych uczestników zabrakło tylko kapitan Halszki /była po zabiegu/ i tym samym pieprzówki. 
Wszyscy Pamiętamy jaka ''nieciekawa'' pogoda była nie tylko w ostatnich dniach ale i w ostatnich 
tygodniach- chłód, deszcze i burze, czasami przeplatane słońcem. Sobota na szczęście okazała się 
słoneczna.. Wysiedliśmy na początku Trzebielina- przy parku, piękne miejsce.. Wysokie drzewa, pomniki 
przyrody, zielona trawa i..widoczne już w oddali kapelusze kań- grzyby oczywiście poszły do siatki a 
panowie uczcili pierwszy tego dnia zbiór łykiem zacnego samorobnego napoju Andrzeja.. Panie z kolei
piły kawę, zaś odpoczywaliśmy na ładnych ławkach.. Po postoju wyruszyliśmy przez park w stronę 
rzeczki Pokrzywnej, którą pamiętamy chociażby z przystani w Glewniku, ale tam biegła pośród łąk a tu 
wiła się malowniczo pośród drzew.. Z żalem opuszczaliśmy to urokliwe miejsce, musieliśmy przejść 
przez szosę, most by za stacją paliw na skraju wsi, skręcić z prawo na szeroki trakt- to już był szlak 
rowerowy. Wędrowaliśmy nim powoli rozglądając się po lesie ale tam grzyby były wyzbierane, jedynie 
Mariola znalazła kilka niemek. Przeszliśmy przez dolinę- niewidocznej z uwagi na zielsko- rzeczki 
Bystrzenicy /ci którzy jeżdzili drezynami z Zielinia do Bronowa pamiętają mostek nad tą rzeczką/ 
zaś niedługo skończył się wysokopienny las i wyszliśmy na wielką polanę leśną i skrzyżowanie dróg. 
Tam odpoczęliśmy na ściętych pniach drzew i rozpoczęła się dyskusja w którą stronę iść. Marcel i 
Mecenas trafnie wskazywali na drogę idącą ostrym skosem w lewo, natomiast Ula uparła się by iść prosto- 
a była to droga wiodąca do..Cetynia. Ponieważ z kobietami się nie dyskutuje radzi, nieradzi poszliśmy 
prosto widząc że z każdą chwilą oddalamy się od mety.. Co prawda za jakiś czas "odbiliśmy" od tej drogi 
w lewo, ale i tak- jak się okazało potem- wykonaliśmy olbrzymie koło by dojść do wskazywanej przez 
Marcela drogi do Zielinia. Plusem tych perypetii było to, że szliśmy w końcu po "grzybowych" miejscach, 
grzyby- zwłaszcza "hubonki" /maślak pstry/ rosły w wielkich ilościach, nawet na drodze. W pewnym 
momencie zagubiliśmy się, z prawej pojawiły się Pola- co do których mapa wskazywała że to pola na południe 
od Starkowa- a przecież nie tam zdążaliśmy. Dlatego też Mecek niczym zwiadowca spenetrował okolice 
znajdując drogę do Zielinia i tam poczekał na pozostałych. W pełnym słońcu pięknie prezentował się 
stary dworzec- dawna stacja ''Zielin Miastecki''- szkoda tylko że tory kompletnie zarośnięte a niektórzy 
pamiętają jak dojechaliśmy tam ''kiwajką''.. W planach było przejście przez całą wieś by dojść do 
torfowiska ale już czasu nie starczało.. Pozostało już niecałe pół godziny do odjazdu autobusu- więc 
udaliśmy się na przystanek Zielin III /pierwszy od strony Trzebielina/ skąd- dopijając ostatnie krople 
napitku Andrzeja- doczekaliśmy się autobusu...