Data: 29.07.2023r
Trasa: Biesowice PKP- leśniczówka Kawka- Przyjezierze- wokół jeziora- Biesowice PKP 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
Jak łatwo zauważyć, najmniej wędrówek klubowych odbywa się..latem, z to z uwagi na wyjazdy urlopowe,
tak np.Daniel i Mecek w lipcu jeżdżą na OWRP a inni- w sierpniu na obozy górskie. Ta wędrówka
została zorganizowana- bo trudno mówić że zaplanowana- dosłownie w ostatniej chwili na prośbę Brygidy
z Towarzystwa Przyjażni Polsko-Tureckiej ''Yarak Mustafa''- ale w konsekwencji akurat Brydzi na
wędrówce..nie było /musiała pojechać po ryby do Darłowa/. Na sobotę prognoza pogody zapowiadała
upał ale i burze, więc odstąpiliśmy od pierwotnego zamysłu wędrówki nadmorskiej na rzecz wycieczki
gdzieś do lasu. Przypomnieliśmy sobie jak to już dawno, dawno temu, gdy jeszcze chodził z nami Daniel,
Marcel poprowadził nas przez małą osadę Przyjezierze do Lipnika /ruiny dawnego PGR/ i do rezerwatu
"Torfowisko Potoczek"-postanowiliśmy zatem udać się w tamte okolice- zaś Andrzej i Mecek zapobiegawczo
zaopatrzyli się w majtki kąpielowe, co się potem przydało... Ze Słupska wyjechaliśmy do Biesowic
szynobusem o 7.50 w składzie- Ula z Andrzejem, kapitan Halszka z pieprzówką, Mecenas i Andrzej Jóźwiak.
Ze stacji kolejowej w Biesowicach podążyliśmy na wschód przechodząc pod przepustem kolejowym a
następnie przez drewniany most nad rzeką Wieprzą. Planowaliśmy urządzić postój na poranną kawę pod
dachem murowanej wiaty leśników ale okazało się, że teren został zajęty przez uczestników spływu
kajakowego, dlatego też zasiedliśmy nieopodal w lesie na górce.Mijali nas grzybiarze oraz zbieracze
jagód a za chwilę Andrzej znalazł kozaka tuż obok miejsca naszego postoju. Po odpoczynku podążyliśmy
na południe, aby dojść do szosy wiodącej do Przyjezierza. Zachwyciły nas stare przydrożne drzewa
których korony tworzyły baldachim nad drogą i osłaniały od słońca. Idąc tak przez kilka kilometrów
doszliśmy do polany z wiatami- ci którzy byli tu kiedyś pamiętają zapewne gęsty las, niestety został
on wycięty a wiaty obecnie leżały na ''słonecznej patelni''- dobrze że ich daszek nieco nas ocieniał.
Zastanawialiśmy się nad dalszą trasą- czy idziemy jeszcze kilka kilometrów do Torfowiska Potoczek czy
zostajemy na miejscu bo widać już było oznaki pogarszającej się pogody. Zwyciężyła opcja "kąpielowa"-
idąc brzegiem jeziora znaleźliśmy stosowne zejście, piaszczyste dno w jeziorze, no i co najważniejsze-
woda w jeziorze była czysta, tak, że posiadacze majtek kąpielowych, wspomniani wcześniej Mecek z
Andrzejem postanowili zażyć orzeźwiającej kąpieli. Spędziliśmy na tej czynności nieco czasu, dlatego
też postanowiliśmy nie ''pędzić'' do rezerwatu ale spokojnie obejść jezioro dookoła idąc ścieżką..
Mając takie plany nie musieliśmy się w zasadzie już śpieszyć ale niebo coraz bardziej niepokoiło.
Od razu jednak dodajmy że potężna burza nastąpiła gdy już byliśmy w domach, ale wówczas tego jeszcze
nie widzieliśmy. Z zachodniego brzegu jeziora przeszliśmy przez ''wieś''- cudzysłów- bo to tylko
kilka domów by z powrotem dojść do ''szosy'' którą tu przyszliśmy. Powrotna trasa wiodła tak samo
jak na początku, po dojściu do nasypu kolejowego okazało się, że mamy jeszcze wiele czasu do odjazdu
pociągu więc spędziliśmy go ''romantycznie'' na schodkach przy wspomnianym na początku przepuście,
zaś po dojściu do stacji można było spocząć na trawie.. A do Słupska dojechaliśmy pociągiem
odjeżdżającym z Biesowic o 15.36..