Data: 24.06.2023r
Trasa: Gałęzinowo PKP- Dolina Charlotty- Bydlino- kładka na rzece Słupi -lasy jagodowe- 
       wiaty na skrzyżowaniu dróg- betonka- Niewierowo- działka Andrzeja 16 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5

Jest takie przysłowie „Cudze chwalicie” swojego nie znacie, w pewnym sensie odnosi się 
ono i do nas bowiem z reguły w soboty wyjeżdżamy ze Słupska autobusami czy pociągami by 
wędrować gdzieś daleko od miasta. Analizując mapy zorientowaliśmy się, że znanym nam 
niegdyś doskonale żółtym szlakiem na odcinku między Bydlinem a Słupskiem wędrowaliśmy 
dobre ponad 10 lat temu, jeszcze z Danielem i Miłośnikiem Kotów. Aby zachęcić potencjalnych 
uczestników Mecenas rozesłał wiadomość że trasa będzie liczyć nie więcej niż 10 km, choć 
wiedział że w rzeczywistości będzie znacznie dłuższa- no ale dzień miał być słoneczny a 
szlak w większości biegnie przez las dlatego też nie należało spodziewać się problemów 
kondycyjnych- planowane było co najmniej kilka postojów. Na pociąg odjeżdżający ze Słupska 
do Ustki o godzinie 8.30 stawiła się niewielka ale doborowa ekipa- Ula z Andrzejem, Mecenas, 
kapitan Halszka oraz Andrzej Jóźwiak. Do Gałęzinowa było tylko kilkanaście minut jazdy po 
której szybkim tempem skierowaliśmy się w stronę Doliny Charlotty gdzie planowaliśmy 
pierwszy odpoczynek. Usiedliśmy przy leśnej drodze na ławkach mając za sobą stawy nad 
którymi akurat odbywały się zawody wędkarskie. Andrzej z Mecenasem zaśpiewali piosenkę 
opartą na melodii Ballady wagonowej Maryli Rodowicz- ''Sam Paweł mówił- Andrzej lej o lej 
o lej, od Syracuse do Chettaway''' a więc Andrzej otworzył plecak i nalał- dzisiaj jego 
samorobny napój miał wielką moc.. Kolejny postój miał miejsce w lesie przy kładce na 
rzece Słupi w Bydlinie po przejściu której weszliśmy na najpiękniejszy odcinek trasy- 
lasy jagodowe. Wprawdzie sosnowe lasy wydają się być monotonne ale te na trasie, z bogatym 
podszyciem i jagodowiskami skłaniały by się zatrzymać i delektować owocami jagód- wprawdzie 
jeszcze niezbyt dojrzałymi ale zdatnymi już do jedzenia. Idąc powoli żółtym szlakiem dotarliśmy 
do skrzyżowania z drogą wiodącą od Machowina- tam z zadowoleniem stwierdziliśmy że wybudowano 
dwie drewniane wiaty- co wielce uradowało zwłaszcza Andrzeja a i kapitan Halszka z radości 
wyjęła pieprzówkę. Jak pamiętaliśmy dalszy odcinek żółtego szlaku wiódł leśną drogą obok 
Słupi, okazało się,że na tym odcinku wybudowano drogę-betonkę z płyt jumbo a las wokół drogi 
oczyszczono /podobnie jak szlak rowerowy za Korzybiem/. Jako turyści krajoznawcy niechętnie 
przyjęliśmy tą ''nowość'' na szlaku- stracił on cały swój urok a i marsz pod palącym słońcem 
dawał się we znaki. Trzeba było narzucić szybsze tempo marszu by dotrzeć na skraj lasu przy 
polach obok Niewiarowa- tam odpoczęliśmy w cieniu wysokich drzew- bowiem zarówno przebyte 
kilometry jak i mocny napój Andrzeja sprawiły że siły do marszu już były nie takie.. 
Wędrówkę postanowiliśmy zakończyć za Niewiarowem na działce Andrzeja- do tej pory bywaliśmy 
tam w innych porach roku gdzie nawet usiąść było ryzykiem- tym razem może było nawet legnąć 
na trawce i podrzemać.. Nikomu nie chciało się stamtąd wędrować przez miasto, więc Ula 
zadzwoniła do Michała który przyjechał samochodem i odwiózł nas do domów.