Data: 17.06.2023r
Trasa: Wilkowo- szlakiem Jana Kiśluka- Łabędzi Staw- Obliwice /stanica Pruszaka/ 4 km
Liczba uczestników: ponad 100

W ubiegłym roku, po nagłej śmierci naszego przyjaciela, Wielkiego Mistrza Wolnej Loży 
Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jana Kiśluka postanowiono nowo 
utworzony "szlak łącznikowy" pomiędzy Wilkowem a Obliwicami ochrzcić Jego imieniem i 
zorganizować rajd pieszy Jego pamięci. Uczestniczyliśmy w zeszłym roku na inauguracji 
tego rajdu, należało zatem i w tym roku udział w imprezie powtórzyć. My, słupszczanie 
mieliśmy jeden problem- a mianowicie kwestia braku dojazdu do Wilkowa. Dlatego też 
musieliśmy do Obliwic dotrzeć tradycyjnym, sprawdzonym szlakiem. Ze Słupska wyjechaliśmy 
pociągiem Regio o godzinie 8.35 w niewielkim ale doborowym składzie- Ula z Andrzejem, 
Mecenas oraz kapitan Halszka z pieprzówką. W Lęborku poczekaliśmy na busa relacji 
Lębork-Łeba odjeżdżającego o 9.50 którym dojechaliśmy do skrzyżowania w Garczegorzu. 
Wspomnijmy o pogodzie-prognozy zapowiadały możliwość wystąpienia burz, w Słupsku i 
Lęborku było bezchmurnie i słonecznie, za to już w Garczegorzu lekko się zachmurzyło- 
ale nie padało. Andrzej poczuł olbrzymie pragnienie ale nie mógł go ugasić publicznie, 
przy ruchliwej szosie, dlatego też szybko wyruszyliśmy w stronę wioski, po drodze 
mijając umieszczone na niewielkiej wysokości a zatem dobrze widoczne bocianie gniazdo 
z dorosłym osobnikiem i małymi bocianiątkami. ''Lotem ptaka'' przeszliśmy przez wieś 
by za nią zasiąść na przydrożnych głazach gdzie mogliśmy w końcu pokrzepić się zacnym 
napojem Andrzeja. Idąc już drogą do Obliwic otrzymaliśmy telefon od barona von Glowitz 
który chcąc abyśmy wspólnie z grupą idącą od Wilkowa dotarli na metę- postanowił wspólnie 
z Irkiem Krawcem nas podwieżć tak że zaoszczędziliśmy około kilometra drogi. W Obliwicach 
spotkaliśmy się z przyjaciółmi- z naszego klubu oczywiście był cytowany wyżej Marek- z 
Tereską oraz drugą Tereską z klubu "Atanda" Główczyce, stary Traper "Jurencjo"  z Redy, a 
także wielu znanych lęborczan- Tadek "Roszpunka" z Jolą, Lech "Big Horn" z Ewą, kolejarz 
Andrzej z Gosią, Ewa Moorhexe z Altherrschwanzdorf, Marek "Twarda Pyta" i wielu innych. 
Oczywiście pierwsze skrzypce grał gospodarz-dyrektor Krzysztof Pruszak /tym razem nie było 
przy nim leśniczyny Ewy-spotkaliśmy ją gdy wsiadała w Lęborku do pociągu../. Parowanych 
ziemniaków i śledzików nie było ale gościnny gospodarz częstował wieloma innymi smakołykami- 
były kiełbaski, chleb z pasztetem, kawa, herbata i słodycze ale największym powodzeniem 
cieszyły się krojone arbuzy. Nastąpiło losowanie nagród- praktycznie każdy coś wylosował, 
po czym panowie udali się zgodnie z tradycją "pod łódź" gdzie zgodnie z zapowiedzią 
dyrektora Pruszaka zostały odmalowane ławki. Tam przy zacnych napojach wspominaliśmy 
przedwcześnie zmarłego Janka i spędzony z nim czas, jego chwałę, potęgę i moc. W imprezie 
uczestniczyła też grupa rowerzystów którzy obsiedli ognisko ale my i tak woleliśmy być 
"pod łodzią". Po godzinie 12ej czyli dość wcześnie impreza zaczęła powoli się kończyć a 
uczestnicy zbierać się do wyjazdu. My,słupszczanie, mieliśmy propozycję podwózki ale pani 
kapitan Halszka obiecała nam pieprzówkę jeśli pójdziemy pieszo- i dlatego nie skorzystaliśmy 
z "podwód". Z Obliwic wyszliśmy około 13ej i musieliśmy się spieszyć by zdążyć na autobus 
odjeżdżający o godz.14.15- na przystanku mieliśmy jeszcze czas na łyk pieprzówki.. Znowu 
się wypogodziło, a w pociągu relacji Bydgosz-Słupsk który z reguły był zatłoczony znaleźliśmy 
wolne miejsca.. Zaś w Słupsku samochód- karawan Halszki odwiózł nasze grzeszne zwłoki do domów..