Data: 25.02.2023r
Trasa: Ciecholub PKP- Ciecholub wieś- Biesowice- Panteon- Biesowice PKP 6 km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 3
Na tą sobotę prognozy pogody zapowiadały opady deszczu, śniegu a nadto silny wiatr
dlatego też zastanawialiśmy się czy w ogóle jest sens zorganizować jakąkolwiek wędrówkę.
Twardy jak dąb /zwłaszcza w jednym miejsu/ Andrzej namówił jednak Mecenasa do spędzenia
czasu w plenerze, kusząc samorobnym napojem. Mecek niedawno przeczytał iż monumentalny
pomnik poległych w I w.św. zwany Panteonem a znajdujący się w lesie nieopodal Biesowic
został odnowiony i nakryty dachem, dlatego też zaproponował by właśnie tam się udać.
Do dwójki panów dołączyła się niezawodna kapitan Halszka która z uwagi na pogodę
przyrządziła wyjątkowo mocną pieprzówkę.. Wyjechaliśmy wyjątkowo późno, bowiem dopiero
o 11.45 nikomu bowiem nie chciało się wstawać na pociąg przed 8. Rano popadywał deszcz i
było wietrznie ale był to dopiero przedsmak tego co czekało nas na trasie. O godzinie
12.24 wysiedliśmy na stacji w Ciecholubiu, mieliśmy ok 3 godzin czasu więc nie forsując
tempa idąc skrajem szosy dotarliśmy do miejsca gdzie jeszcze w latach 90 tych stał
opuszczony szachulcowy kościół ewangelicki. Został on rozebrany i odtworzony w Warcinie
zaś miejsce po nim w Ciecholubiu upamiętniono pomnikiem. Warto było również obejrzeć
resztki dawnego cmentarza na stoku góry kościelnej i pokrzepić się łykiem pieprzówki.
Od tego momentu rozpoczął się ''armagedon''- wprawdzie prawdziwym turystom deszcz i śnieg
niestraszny ale gdy przeszliśmy wieś Ciecholub i skręciliśmy na północ do Biesowic idąc
odkrytym terenem przez pola- silny wiatr sprawił że śnieg wiał nam prawie poziomo w twarz,
co boleśnie odczuwały oczy /a gogli nie mieliśmy/, jedynie Halszka nic sobie z tego nie
robiła, osłaniając się kolorową parasolką. Z ulgą dotarliśmy do pierwszych zabudowań
Biesowic chroniąc się pod okapem kaplicy cmentarnej, za którą mieścił się stary cmentarz
który oczywiście zwiedziliśmy. Udało się nam też zwiedzić kościół który akurat był otwarty,
obejrzeć tam ciekawe organy i empory, zaś za kościołem pomnik Zitzewitzów- z daleka też-
bo brama była zamknięta obejrzeliśmy zabytkowy pałac. Po trudach marszu w śnieżnej burzy
należało odpocząć co też uczyniliśmy na miejscowym przystanku. Sowicie pokrzepiając się
rozgrzewającymi napojami słuchaliśmy opowieści Andrzeja o jego rodzinie zamieszkującej
niegdyś w Biesowicach i o dziadku-stelmachu. Po dłuższej posiadówce nadszedł czas na ostatni
etap wędrówki- do Panteonu i na stację PKP. Idąc ścieżką przez las w prawdziwie "bieszczadzkich"
klimatach /góry i buczyna/ dotarliśmy do Panteonu, jednakże za długo tam nie posiedzieliśmy
bo pomnik ten znajdował się na szczycie góry i dokuczały nam porywy wiatru. Zeszliśmy zatem
z góry i idąc błotnistą drogą dotarliśmy do stacji- tam znów zaczął sypać śnieg, przed którym
niespecjalnie chronił daszek nad wiatą przystankową, ale oczekiwanie na pociąg spędziliśmy w
miłej atmosferze mimo śnieżnej zadymki.