Data: 11.02.2023r
Trasa: Główczyce i okolice 4km
Prowadzący: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 7

Stare powiedzenie mówi- "Prawdziwy turysta nie boi się złej pogody" ale z drugiej strony 
należy wspomnieć iż uprawianie turystyki powinno sprawiać przyjemność i nie należy wędrować 
za wszelką cenę byle tylko przejść zaplanowany wcześniej odcinek. Kolejna edycja rajdu 
"Żubrzym szlakiem" miała powtórzyć trasę jak rok temu, z Wielkiej Wsi przez Siodłonie i 
Klęcino do Główczyc, bowiem wszystkim się ta trasa bardzo podobała. Jak pamiętamy było 
wówczas pogodnie a i wędrował wówczas z nami po raz ostatni Jan Kiśluk. W piątek wieczorem 
nastąpiła jednak zmiana planów- okazało się że po ostatnich roztopach droga wiodąca przez z 
Wielkiej Wsi do Siodłonia przypomina jedno wielkie bajoro i jest nie do przejścia "suchą nogą" 
dla piechurów. Nadto prognozy pogody przewidywały na sobotę deszcze oraz bardzo silny wiatr. 
Przez to Marek zaproponował abyśmy przyjechali wprost do Główczyc aby na miejscu zastanowić się 
nad trasą w zależności od warunków pogodowych. Były obawy, że może nawet nikt nie przyjechać na 
wędrówkę, na szczęście znalazła się grupa chętnych. Autobusem NordExpress wyjeżdżającym ze 
Słupska o 9.05 przyjechali-Mecenas, kapitan Halszka z pieprzówką oraz Brygida z Towarzystwa 
Przyjaźni Polsko-Tureckiej ''Yarak Mustafa'' do których dosiadł się w Damnicy zziajany 
stary traper Jurencjo z Redy- w ostatniej chwili zdążył bo pociąg się opóźnił. Z kolei w 
Wielkiej Wsi dosiadła się Ela z Koła Turystycznego ''Atanda'', zaś na przystanek przy 
skrzyżowaniu dróg w Główczycach dotarli Marek z Tereską. Planowaliśmy trasę do Skórzyna oraz 
na skrzyżowanie leśnych dróg ''pod dębem'' ale gdy weszliśmy na pole to jak nie zawiało.. 
Była taka "dujawica" że nawet Marek o którym trudno powiedzieć że jest lekki jak piórko chwiał się 
pod porywami wichru.. Nadto wszechobecne błoto znięchęcało do dalszych wędrówek.. Postanowiliśmy 
więc dla zasady powędrować ale tylko wokół Główczyc- posiedzieliśmy trochę na stadionie, 
obejrzeliśmy kościół i ruiny pałacu, zadegustowaliśmy pieprzówki Halszki oraz "napoju księdza 
proboszcza" który dostał Mecenas od klientki a ona-od księdza który miał już wieloletnią praktykę 
w produkcji tego rodzaju eliksirów. W deszczu i wichrze dotarliśmy do hacjendy "U Benka" gdzie 
Tereska jak zwykle przygotowała biesiadę, ale i inni się dołożyli m.in Brygida przywiozła kotlety 
rybne. Posiedzieliśmy w miłej atmosferze do godziny 14.00 po czym powróciliśmy autobusem do Słupska.. 
A tam powitało nas słońce..