Data: 03.12.2022r
Trasa: Garczegorze skrzyżowanie- Garczegorze wieś- Obliwice 5 km
Prowadzący: Paweł Skowoński
Liczba uczestników: 2

Często odwiedzaliśmy ''turystyczną'' wieś Obliwice gdzie dyrektor GOK w Nw.Wsi Lęborskiej- 
Krzysztof Pruszak organizuje szereg imprez jak maratony czy marsze ''Nordic Walking''- 
my ostatnio byliśmy tam na uroczystości nadania szlakowi łącznikowemu z Wilkowa imienia 
naszego nieodżałowanego przyjaciela- Jana Kiśluka. Ponieważ na tą sobotę prognozy pogody 
nie były zbyt optymistyczne, a nadto Obliwice są nam doskonale znane- z naszego klubu na 
tegorocznych Mikołajkach byli tylko Mecenas oraz baron Mark von Glowitz. Mecenas wyjechał 
pociągiem ze Słupska o 8.00 rano a w Lęborku przesiadł się o 8.50 na busa by szybkim marszem 
/było bardzo chłodno zwłaszcza na polach gdzie nie było drzew chroniących przed wiatrem/ 
przejść przez Garczegorze i skierować się na niedawno wyasfaltowaną drogę do Obliwic- tam 
już był las i można było Iść wolniej. Wkrótce już były Obliwice, Staw Łabędzi na szlaku 
Jana Kiśluka, zarośnięte tory dawnej linii kolejowej do Choczewa, dawny pałac oraz baza 
imprezy- świetlica wiejska. Obecny już dyrektor Pruszak mile powitał Mecka- ten jednak 
wolał posiedzieć w samotności ''pod łodzią''- gdzie zawsze biesiadowaliśmy. Wkrótce 
przyjechał z Główczyc Marek, a jeszcze później- niespodziewany ale zacny gość-Darek ''Old 
Firehand'' z ''Cowboy Clubu'' z Maszewa. Trójka przyjaciół owocnie spędziła czas ''pod 
łodzią'' pokrzepiając się szlachetnymi napojami a także- po uparowaniu ziemniaków- miejscową 
specjalnością czyli ziemniakami. Nie mogło zabraknąć także innych specjałów jak chleb z 
pasztetem, ciast,kawy, herbaty i śledzików, tak że uczta była wyborna. W imprezie-poza 
dorosłymi- uczestniczyła także liczna grupa dzieci z Lęborka pod wodzą stałej uczestniczki 
wędrówek- pani Małgosi. Był oczywiście też Maurycy- jako kadra- z żoną Bożenką, z Markiem 
przyjechało też kilka młodych i pięknych pań z koła turystycznego ''Atanda'' z Główczyc. 
No i Ewa..ta leśniczyna ''Maruszyna'' która niegdyś ''patrzyła ze zdumieniem jakie Janek 
wielkie miał pragnienie'' /urywek z twórczości Mecka/. W tym roku po raz pierwszy zabrakło 
Janka- ale za to inni ''wielkie mieli pragnienie''. Pogoda się pogarszała, zaczął nawet 
sypać drobny śnieg a chłód był taki że często musieliśmy dłonie grzać o parnik. Oczekiwaliśmy 
na Ewę Moorhexe, która już zakończyła swoje wojaże po Niemczech /Altherrschwanzdorf, Wichser 
an der Schwule, Kirchdorf-Altemöse, Brinkenfickenhause in der Nähe Rothaarschloch Gebirge/ 
ale ta akurat stawiała wiatę na swojej działce by móc gdzie ugościć turystyczną brać i już 
niedługo zaprasza nas na degustację swoich przysmaków wg średniowiecznej receptury klasztoru 
w Altherrschwanzdorf- takie jak Fledermäusen, Faule Eiern mit Schwanzsahne Pur und andere.. 
A wracając do imprezy w Obliwicach- trasa liczyła tylko ok 7 km więc dość szybko uczestnicy 
doszli do mety- więc i nasi musieli się już zbierać..