Data: 17.09.2022r
Trasa: Trzebielino- Dolno- rzeka Pokrzywna- jezioro Wódka- Bąkowo- Trzebielino 12 km
Prowadzący: Marceli Piec
Liczba uczestników: 4
Na ostatniej wędrówce wokół Korzybia, analizując mapę, Andrzej i Mecenas odkryli w
lasach niedaleko Trzebielina jezioro o ciekawej i niespotykanej nazwie "Wódka" do
którego wiodła droga oznaczona na mapie jako "szlak ciekawostek przyrodniczych".
Zgodnie zatem postanowiono zorganizować wędrówkę nad to jezioro. Prognozy pogody były
wielce nieciekawe, przewidywano deszcze i burze, również sobotni poranek powitał ciągłą
ulewą. Odstraszyło to kilku potencjalnych uczestników ale nieugięty Marcel poinformował,
że on i tak wybiera się na wędrówką co sprawiło że wahający się Andrzej i Mecenas
szybko się spakowali i podążyli po dworzec PKP by wspólnie z Marcelem- i kapitan Halszką
/z mocną pieprzówką/ o godzinie 8.00 rano pojechać autobusem Nord Express do Trzebielina.
Tam jeszcze trochę kropiło ale stopniowo zaczynało się wypogadzać.. Pierwszy odcinek
trasy-to nowa asfaltowa szosa do Glewnika, obok wysypiska śmieci, rozległych pól oraz
domów nowobogackich z posesji których oszczekiwały nas psy. I naraz pojawiło się słońce
zaś przed nami- rzeka Pokrzywna z ładnie zagospodarowaną przystanią kajakową /wiaty,
pomosty, zielona trawka a nawet Toi toi/- oczywiście zatrzymaliśmy się tam na drugie
śniadanie, przy którym towarzyszył nam szary kotek, podkradający Marcelowi kabanosy...
Było sielankowo, ale niestety znów zaczęły się zbierać ciemne chmury więc należało czym
prędzej znaleźć się u celu wędrówki- jeziorem Wódka. Za rzeką drogowskaz pokazywał, że
należy skręcić w lewo, udaliśmy się zatem leśną i piaszczystą drogą na zachód i idąc
forsownym tempem wkrótce znaleźliśmy się nad brzegiem jeziora, gdzie szybko zajęliśmy
wiatę- najwyższy był czas ku temu, wkrótce bowiem znów zaczął padać deszcz. Odważny
Mecek postanowił wspomnieć kąpiel w Krysztale k.Korzybia- i wykąpać się w..Wódce..
Woda jednak była zimna dlatego kąpiel nie trwała długo, a dygocącemu koledze rychło
pospieszyli z pomocą Andrzej z Marcelem, rozgrzewając go- ale wewnętrznie.. Uprzedzając
ewentualne domysły kolegów- bynajmniej nad jeziorem Wódka nie piliśmy wódki.. Kapitan
Halszka miała pieprzówkę i gorącą herbatę imbirową, Andrzej- kawę i swój produkt, Marcel
również miał własnorobny destylat lecz o wielkiej mocy, zaś Mecenas-eliksir Panoramixa
który zakupił ostatnio w Swołowie.. Napitki te rozgrzały zatem wszystkich i siedzieliśmy
w jesiennym nastroju pod wiatą czekając aż przestanie padać deszcz.. Aby nie powtarzać
trasy- prowadzący Marcel wyznaczył trasę na południe, przez las do Bąkowa. Na tym odcinku
trasy wreszcie pojawiły się grzyby, w zbieraniu których celował Andrzej, odnajdując
piękne okazy koźlarzy i podgrzybków.. Z uwagi na grzybobranie długo szliśmy tym odcinkiem
trasy, tym bardziej, że Marcel postanowił samotnie odbić na przełaj w prawo by obejrzeć
leśne jezioro o nazwie.. Leśnik. Gdy doszliśmy do Bąkowa ponownie się wypogodziło, stamtąd
do Trzebielina szliśmy już szosą /choć na szczęście mało uczęszczaną/ i wspólnie
spotkaliśmy się w Trzebielinie.. pod kolejną wiatą nad jeziorem.. Tam doczekaliśmy godziny
16-ej po czym udaliśmy się na autobus do Słupska. A w Słupsku- zgodnie z tradycją-
samochód Halszki posłużył jako karawan do rozwożenia zwłok..