Data: 18.06.2022r
Trasa: Wilkowo- szlakiem Jana Kiśluka- Łabędzi Staw- Obliwice świetlica 5 km
Prowadzący trasę: Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników: 200
Jak pamiętamy, w ubiegłym roku miało miejsce uroczyste otwarcie szlaku "łącznikowego"
między Wilkowem a Obliwicami gdzie naszą grupę prowadził nieodżałowany Jan Kiśluk. Po
nagłej i niespodziewanej śmierci naszego przyjaciela, koło przewodników lęborskich w
porozumieniu z władzami oraz dyrektorem GOK w Nw.Wsi postanowiło uhonorować Janka w
ten sposób aby Jego imieniem nazwać ów nowo wyznakowany szlak. Na tej imprezie nie
mogło oczywiście zabraknąć naszej ekipy z KTP ''Orły''- porannym pociągiem ze Słupska
do Lęborka przyjechali: Ula z Andrzejem, kapitan Halszka z pieprzówką, prokurator Beata,
Andrzej Jóźwiak, z Redy dojechał stary traper Jurencjo zaś silną załogę z Główczyc
przywiózł Marek z Teresą. Spod dworca w Lęborku na miejsce startu zawiózł nas wynajęty
autokar. W Wilkowie zebrało się ogółem około 200 osób, była i młodzież szkolna z
nauczycielkami- turystkami, przyjaciele Janka, oraz kwiat zaprzyjaźnionego z nami
lęborskiego "Kahel Klubu"- Tadek "Roszpunka", Irek Krawiec, Darek "Old Firehand", Rysiek
"Chuck Norris" oraz Ewa Moorhexe, która już zakończyła wieloletnią włóczęgę po Niemczech,
poczynając od Altherrschwanzdorf na początku po Wichser an der Schwule i Hurenth na końcu.
Imprezę otworzył uroczystą mową dyrektor Pruszak, nastąpiło też przecięcie wstęgi na tablicy
z opisem szlaku. Andrzej rozdał pamiątkowe znaczki rajdowe ufundowane przez Mecenasa
/jego wyjątkowo nie było bo z Anią wyjechali do Łowicza/ oraz częstował własnorobnym
specjałem. Pogoda dopisała więc wędrówka była przyjemna, szybko doszliśmy do Łabędziego
Stawu gdzie rozpaliliśmy ognisko i delektowaliśmy się potrawami syryjskimi które przywiózł w
dużych ilościach nasz przyjaciel ''Effendi'' czyli Taha Naydat Kikhia u którego nieraz
gościliśmy w Lasce k.Pogorzelic. Część z nas, spragnionych nie tylko Eliksirów Andrzeja ale
i dalszej wędrówki, udała się na teren obok świetlicy w Obliwicach, gdzie oczywiście należało
zasiąść w naszym ulubionym miejscu- pod łodzią.. Nowością było to że nad stołami gdzie zawsze
biesiadowali uczestnicy rajdów Nordic Walking powstały daszki, tak że w przyszłości deszcz nie
powinien już przeszkadzać. Chętni obejrzeli też zabytkowy cmentarz, po czym.. wróciliśmy nad
Łabędzi Staw gdzie była właściwa meta rajdu no i jeszcze należało ''dojeść'' jadło Effendiego.
Potem już tylko sielanka nad stawem i ogniskiem no i powrót autokarem do Lęborka. Godzina
powrotu nie była niestety "skomunikowana" z pociągiem do Słupska więc ten czas spędziliśmy
w parku blisko dworca, też nad stawem, ale już nie łabędzim lecz "kaczkowym" wspominając
wspólne wycieczki z Jankiem..