Data: 11.06.2022r
Trasa: Kwakowo- czarnym szlakiem- Lulemino- szlakiem rowerowym- Kruszyna wędzarnia 6 km
Prowadzący trasę: Beata Borzemska
Liczba uczestników: 6
W tym roku przed Wielkanocą uczestniczyliśmy w tzw Dniu Otwartej Wędzarni w Kruszynie
gdzie dokonaliśmy zakupów wielu produktów i miło spędziliśmy czas. W tą sobotę- w
braku innych propozycji- postanowiliśmy ponownie odwiedzić wędzarnię, bo zbliżają się
wakacje i warto było nabyć jakieś smakowitości przed sezonem letnim. Nadto, gospodarz
imprezy, pani Tołłoczko została uprzedzona o naszej wizycie i przygotowała ulubione
przez nas eliksiry. Ze Słupska wyjechaliśmy do Kwakowa autobusem NordExpress o godzinie
8.00 w składzie: Ula z Andrzejem, Beata, Mecenas, Andrzej Jóźwiak oraz stary traper
"Jurencjo" z Redy- zabrakło kapitan Halszki z pieprzówką dlatego musieliśmy zabrać własne
napitki. Pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło, szybko podążyliśmy wzdłuż szosy
krajówki do skrętu podrzędnej już szosy do Lulemina gdzie wiodły znaki czarnego szlaku
i po wyjściu z lasu usiedliśmy na kawę na skraju pól, które rozciągały się wokół do
samego Lulemina. Podziwialiśmy wiatraki i barwy polnych kwiatów, czerwień maków i błękit
chabrów. Nie musieliśmy się spieszyć, dlatego też w Luleminie zasiedliśmy na kolejny
odpoczynek na przystanku autobusowym tym bardziej że w tym miejscu słyszeliśmy żabi
chór z położonego obok stawu. Stamtąd po przejściu przez wieś skręciliśmy na wschód
kierując się wprost do Kruszyny. Nastąpił jeszcze jeden postój przy lesie bowiem Mecenas
chciał odszukać resztki dawnego cmentarza ewangelickiego, co też mu się po dłuższym
czasie z trudem udało- cmentarz mieścił się bowiem daleko w lesie a nadto był cały
zarośnięty, pozostały też po nim jedynie kamienne obramowania grobów i cokoły po krzyżach.
Z tego miejsca już niedaleko było do Kruszyny, droga z Lulemina wychodziła wprost na
wędzarnię. Z zadowoleniem stwierdziliśmy że kupujących było niewielu, zwłaszcza w
porównaniu do tego co działo się przed Wielkanocą. Stoisk z produktami niestety też
było mniej, ale nam wystarczyło.. Oczywiście należało zakupić produkty z dziczyzny-
szynki i kiełbasy, zaś jako zakąskę do wspominanych na początku "eliksirów pani
Tołłoczko"- gulasz z dzika oraz wędzonego tłustego suma.. A co do dzików-to oczywiście
dzwonił do nas Dzik /Seweryn/ który znów znalazł się w szpitalu i chwalił się że
codziennie pochłania ze trzy obiady i wygłasza dla innych pacjentów uczone wykłady..
Do Słupska wyjechaliśmy autobusem o 13.26 ale dzień się nie skończył. Na zaproszenie
Andrzeja i Uli udaliśmy się na ich hacjendę, gdzie też wkrótce dotarli z Główczyc baron
Mark von Glowitz z Tereską. Andrzej rozpalił grilla- delektowaliśmy się m in kaszanką i
kiszką ziemniaczaną, po czym wyciągnął gitarę i miło spędzaliśmy czas przy piosenkach
turystycznych. Zrobiło się parno i duszno, oznaka zbliżającej się burzy, ale do końca
pobytu u Strzykowskich cieszyliśmy się dobrą pogodą, zaś zmęczeni mogli zrelaksować się
na trawce..