Data: 05.03.2022r
Trasa: Dębnica Kaszubska- żółtym szlakiem -Skarszów Górny- Lubuń 9 km
Prowadzący trasę: Zbigniew Lewicki
Liczba uczestników: 2
Wielu czytających tą relację zdziwi się że tytułowy ''rajd zimowy'' odbył się
praktycznie na wiosnę, bo w marcu. Prawda jednak jest taka iż pierwotnie miał się
on odbyć 22 stycznia, lecz z uwagi na naciski nauczycieli /!/ był on kilkukrotnie
przesuwany. Szkoda tylko że aktualny termin nie za bardzo odpowiadał naszym
klubowiczom.. I tak, Ula z Andrzejem pojechali do sanatorium w Piwnicznej i
wykorzystują ten czas nie tylko na kuracje leczniczymi wodami /Andrzej wolałby
inne ''lecznicze wody''/ lecz i na ciekawe wędrówki krajoznawcze. Marcelowi z kolei
urodziła się druga córka, Oliwia więc na jakiś czas jest on ''unieruchomiony''.
Niezawodny baron Mark von Glowitz z kolei planował na tą sobotę włóczęgę w
okolicach Główczyc. Tak więc z naszego klubu w rajdzie uczestniczyli jedynie
Mecenas oraz dawno nie widziany Piotr ''Złoty But' 'z Koszalina- który też otrzymał
od Mecka praktyczny gadżet w postaci ''szklanego buta'' /zaprezentowany na
jednym ze zdjęć/. Jako iż rajd był organizowany przez Oddział Słupski PTTK jak
zwykle zbiórka nastąpiła pod hotelem''Mikołajek'' około 9.00 zaś wyjazd kilkanaście
minut później. Autobus był zapełniony jedynie do połowy, więc wydawało się że
uczestników będzie niewiele, lecz w Dębnicy Kaszubskiej okazało się, że przyjechało
jeszcze kilka autokarów z młodzieżą szkolną m.in nawet z dalekiej Szczenurzy, co
od razu przywołało wspomnienie zimowego rajdu nad jez.Czarne z zakończeniem
właśnie w tej miejscowości gdzie ''pierwsze skrzypce'' odgrywał sam Wielki Mistrz
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego- czyli wspaniały
Jan Kiśluk.. Prognozy pogody nie zapowiadały deszczu ale miało być raczej pochmurno,
tymczasem mieliśmy piękną, wiosenną pogodę, tak, że rychło zimowe czapki i
rękawiczki zostały schowane do plecaków.. Ostatnio klubowe wędrówki na tej trasie
tj od Dębnicy do Słupska odbywały się- na pierwszym odcinku- nasypem kolejowym po
zlikwidowanej linii do Budowa, teraz szliśmy żółtym szlakiem Parku Krajobrazowego
''Dolina Słupi''. Zgodnie z klubową tradycją Mecenas ze Złotym Butem zamykali
peleton wędrowców pilnując by nikt się z nie zgubił. Trasa wiodła przez las wzdłuż
kanałów wodnych aż do elektrowni wodnej ''Skarszów'' i pobliskiej osady Skarszów
Górny po czym szeroką drogą z płytami ''jumbo'' przez wysokopienny sosnowy las
pod nowymi wiatami, gdzie w ub roku odpoczywali Marcel z Mecenasem, prowadzący-
Zbyszek Lewicki zarządził dłuższy postój, jednak nasza dwójka nie lubiła tłoku i
postanowiła forsownym marszem przejść jeszcze ok kilometra dalej by odpocząć pod
zielonkawą wiatą przy szosie do Zelkówka. Tam nadszedł czas by wypróbować gadżet-
szklanego buta- i zadegustować ''świętej wody jurajskiej z Bzowa'' którą Mecek
przywiózł po niedawnym pobycie w Zawierciu. Gdy w końcu pojawił się Zbyszek z
główną grupą, okazało się że zamierzają oni iść dalej żółtym szlakiem wzdłuż
trasy dawnej kolei i dopiero po dojściu do szosy do Kwakowa skręcić za Lubuń,
omijając centrum wioski. A jako iż w centrum znajduje się zabytkowy cmentarz z
wieloma żeliwnymi krzyżami, nasza dwójka klubowiczów postanowiła do Lubunia pójść
szosą od wiaty, a nie szlakiem z innymi. Długo nie uczestniczący w klubowych
wędrówkach Złoty But chciwie chłonął opowieści o wesołych przygodach Ewy Moorhexe w
Wichser an der Schwule i próbach umycia Jorga Schwanza oraz o wielogodzinnym śpiewaniu
dla Frau Hanne Schlampe Hundertschwanz w Hurenth.. Po dojściu do Lubunia i zwiedzeniu
cmentarza czas było iść na metę która miała miejsce za Lubuniem na trasie szlaku, przy
strumieniu.. Tam powitaliśmy Piotra Koszutowskiego, który rozpalał ognisko i czekaliśmy
na główną grupę, dyskretnie oddalając się w las celem analizy problemów turystyki pieszej.
Po przyjściu dzieci nastąpiło rozdanie ''giętej'' którą można było upiec przy ognisku.
Jeszcze tradycyjny konkurs krajoznawczy i powoli nastąpił koniec imprezy..