Data: 11.11.2021r
Trasa: Sycewice PKP- Sycewice wieś -Gac- Sycewice PKP 12 km
Prowadzący: Marceli Piec
Liczba uczestników: 2
Jak wiadomo, co roku w listopadzie wędrowaliśmy do Swołowa na Święto Gęsi gdzie
zakupowaliśmy produkty z tego ptactwa /półgęski, gęsie pipki, smalec/ oraz..
''magiczne eliksiry'' od brodatego Macieja zwanego ''Druidem Panoramixem'' bowiem
tak jak ta postać z kreskówki o Asterixie- warzył i destylował zacne napitki,
które nam bardzo smakowały ale i..obalały z nóg. W tym roku imprezę nie
organizowało muzeum w Swołowie, lecz gmina i zamiast przez 4 dni- od czwartku do
niedzieli- jedynie w sobotę i niedzielę. A akurat w ten weekend Mecenas
wybierał się do Szczecina na spotkanie z Anią, która przebywała w tym czasie u
swojego wujostwa.. Dlatego też na prośbę Mecenasa, Marcel zgodził się zorganizować
wędrówkę już w czwartek, ale oczywiście nie do Swołowa lecz do hacjendy ''Druida
Panoramixa'' we wsi Gac, gdzie czekać na nas miały przetwory z gęsi i eliksiry.
O tej porze roku nie bardzo chciało nam się wędrować długie kilometry od Słupska
do Gacu i z powrotem, więc postanowiliśmy podjechać publicznymi środkami lokomocji..
Niestety kursy autobusu NordExpress zostały radykalnie ograniczone /do tej pory
wyjeżdżaliśmy nim ze Słupska o godzinie 8.30/ więc pozostał nam pociąg do Sycewic-
odjeżdżał on jednak dopiero o 11.38. Nadto, stacja w Sycewicach jest oddalona od
centrum wsi /skąd wiedzie szlak/ o dobry kilometr co przedłużyło nam wędrówkę..
Aura była prawdziwie listopadowa, co prawda nie padał ulewny deszcz, ale mżyło,
panowała wszechwładna wilgoć i szarość.. Zapobiegliwy Marcel wnet jednak wydobył
stosowny środek na polepszenie nastroju- a przydał się on, gdyż plany po prostu
wzięły w łeb.. Po pierwsze- na miejscu, przy hacjendzie Panoramixa, okazało się,
że gospodarz wybrał się z wykrywaczem metali na penetrację okolicznych terenów,
zaś jego żona Asia, która wkrótce przyjechała, z uwagi na zepsuty zamek, nie była
w stanie otworzyć drzwi do ''szopy skarbów'', próbowali też Marcel i Mecek /który
korzystał z rad swoich klientów-kasiarzy/, ale i oni nie dali rady.. W domu zaś
była tylko jedna, jedyna ''sierotka'' butelka, więc radzi, nieradzi wędrowcy
musieli się nią zadowolić.. Długo jednak nie mogliśmy siedzieć- po pierwsze dlatego,
że Asia pojechała do pracy i mało komfortowym było siedzenie w plenerze, nadto
trzeba było się śpieszyć na pociąg by nie wracać w nocy.. Zatem, choć Mecek
nieco się ociągał, posiadający niespożyte siły Marcel ostro pociągnął z buta i
nadał tempo.. Wzmagający się deszcz oraz zapadający zmrok spowodował, że do stacji
PKP w Sycewicach szliśmy prawie bez przerwy, dopiero na peronowej ławce spoczęliśmy
na odpoczynek, który mógł nastąpić tym bardziej, że pociąg opóźnił się o kilkanaście
minut.. Podsumowując- choć nie przywieżliśmy do Słupska ani potraw z gęsi ani też
''eliksirów'', zgrzaliśmy się szybkim marszem i zmokliśmy- zawsze była to przygoda,
której żałować nie można..