Data: 03.10.2021r
Trasa: Damnica PKP- Karżniczka- Damnica PKP 6 km
Prowadzący: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 10
W ubiegłym roku z uwagi na pandemię odwołano szereg imprez folklorystycznych i plenerowych
na które regularnie się wybieraliśmy takie jak Święto Gęsi w Swołowie czy właśnie Pokopki w
Karżniczce. Dlatego też z zadowoleniem przyjęliśmy informację że w tym roku impreza o nazwie
''Słupskie Pokopki w Karżniczce'' jednak się odbędzie. Wyjątkowe dla naszych wędrówek było
tylko to, że odbyła się ona nie w sobotę lecz w niedzielę. Za to dopisała pogoda, po chłodnym
ranku było słonecznie i ciepło. Ze Słupska do Damnicy wyjechaliśmy w składzie- Marcel, Mecenas,
Ula i Andrzej Strzykowscy, Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, Halinka, Maryla, Ewa Wiśniewska i
kapitan Halszka- oczywiście z flaszką mocnej pieprzówki. Przyzwyczajeni do wędrówek w soboty,
nawet tak wytrawni turyści jak Marcel czy Mecek nie ''skapowali'', że w niedzielę rano nawet
''Żabki'' są jeszcze zamknięte, więc z pustymi plecakami i sfrustrowani pojawili się na
dworcu. Wyjechaliśmy pociągiem Regio o godzinie 8.59 i rychło- bowiem to tylko dwa przystanki-
znaleźliśmy się w Damnicy. W tej miejscowości odrestaurowano pałac za co przyznano nagrodę
''Białego Bociana''- co słysząc, zainsirowany tą nazwą Andrzej popędził w głąb Damnicy i udało
mu się znależć czynny sklep, gdzie wszyscy poczyniliśmy stosowne zakupy. Następnie trzeba
było szybko przejść przez wieś, by za przepustem kolejowym urządzić pierwszy postój. Ula
częstowała kawą, zaś Andrzej- czymś szlachetniejszym.. Po popasie wyruszyliśmy do Karżniczki
drogą przez pola i aleją pośród starych drzew-trafiliśmy idealnie, kilkanaście minut po
rozpoczęciu imprezy.. Określenie ''idelanie'' wynika z tego, że jeszcze nie było aż tak wiele
gości, więc mogliśmy zaopatrzyć się w bezpłatne materiały promocyjne gminy Damnica /notesy,
długopisy, puzzle/ oraz darmowy posiłek w postaci zupy ziemniaczanej z mięsną wkładką, babki
ziemniaczanej i sałatki rybnej. Dokonaliśmy też Stosownych zakupów- ostatecznie też taki był
cel naszej wycieczki- ale oczywiście nie były to worki ziemniaków lecz rozmaite przetwory, jak
paprykarze z dorsza, marynowane dynie, sery ze Swołowa, soki i inne.. Dociekliwym odpowiadamy-
nie było ani ''Druida Panoramixa'' ani też ''Krasnala z Brus'' więc regionalnych napojów nie
było.. Mieliśmy jednak zaopatrzenie z Damnicy, więc wkrótce panowie- korzystając z tego iż
panie były zajęte przy straganach- udali się w romantyczne ruiny dawnego pałacu w Karżniczce
gdzie przy pałacowym stawie oddali się kontemplacji pięknego, jesiennego dnia.. Po pewnym
czasie powrócili oni na teren festynu gdzie występował zespół ''Słowiany'' grający muzykę etno,
lecz ludzi pojawiały się takie tłumy, że panowie postanowili powrócić w ruiny pałacu, tym
bardziej, że pojawił się wielki przyjaciel /od dzieciństwa/ Mecka- Jarek Szczucki z ulicy
Borchardta w Słupsku. On jest zwolennikiem prawicy, a Mecek- lewicy, ale potrafili znależć
to co ich łączy, a nie co dzieli- i właśnie postanowili się podzielić tym co ich łączy..
Wkrótce jednak pojawiła się Ula ze srogą miną, wiodąca za sobą nasze panie-po sesji
fotograficznej należało niestety już zbierać się do wyjścia, by zdążyć na pociąg.. Niestrudzony
Marcel narzucił naprawdę mocne tempo marszu, więc nasz ''peleton'' się rozciągnął, ale wszyscy
bez problemu zdążyliśmy na pociąg odjeżdżający z Damnicy do Słupska o godzinie 13.49.