Data: 25.09.2021r
Trasa: Rowy- czerwony szlak- czarny szlak łącznikowy- brzegiem morza- zielony szlak-
jez.Dołgie Małe- czarny szlak- Gardna Wielka przystań 14 km
Prowadzący: Zbigniew Lewicki
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 6
My, jako klub, mamy swoje ''kultowe'' rajdy jak np. ''Wydma'', koledzy z Lęborka- rajd
''Liścia Dębu'' zaś Oddział Słupski PTTK słynął z rajdu pt ''Zlot Szlakami SPN''. Kiedyś
impreza ta była kilkudniowa, z noclegami i skupiała nieraz i kilkuset turystów z całej
Polski, w obecnych czasach, niestety, nieco podupadła- podobnie jak inne sławne imprezy
turystyczne w Polsce jak np OWRP. Cóż, otwarcie granic powoduje, że włóczęga po szlakach
Polski przestaje być już atrakcyjna zwłaszcza dla młodzieży. My jednak preferujemy taki
sposób spędzania czasu, dlatego też zapisaliśmy się na rajd po SPN-mimo iż te okolice
znamy doskonale. W sobotę rano pogoda nie zachęcała do wędrówki w plenerze, było ponuro,
deszczowo i wietrznie. Mimo to z naszego klubu pod hotelem ''Mikołajek'' /jednocześnie
siedzibą RO PTTK/ stawili się- Marcel, Mecenas, kapitan Halszka, Ula z Andrzejem, Ewa
oraz Halinka. Mieliśmy wyjeżdżać o godzinie 8.00 jednakże opóźnienie autobusu spowodowało
że wyjazd nastąpił dopiero po 9-ej. Spowodowało to konsekwencje na mecie, o czym będzie
mowa później. Po dojeździe do Rowów obejrzeliśmy wystawę przyrodniczą przy bramie wjazdowej
do SPN- poznaliśmy, że część eskponatów pochodziła ze zamkniętego już muzeum w Smołdzinie,
następnie nastąpił podział na dwie grupy- krótszą trasę, wiodącą czerwonym szlakiem
mierzejowym powiódł Piotr Koszutowski, dłuższą- na której i myśmy byli- prowadził Zbyszek
Lewicki. Trasa przez pierwsze kilka kilometrów wiodła brzegiem morza, wiał silny wiatr,
ale z zachodu więc nie tylko nie przeszkadzał, ale wręcz pomagał w marszu, nadto piasek
na plaży był ubity, więc wędrowało się przyjemnie, zwłaszcza, że wypogodziło się, a nadto
szkolne grupy prowadziły miłe i ładne nauczycielki z Włynkówka.. Zwłaszcza Andrzej maślanym
wzrokiem wodził za panią profesor Katarzyną.. Z reguły jednak zamykaliśmy peleton, w oddali
za resztą grupy, popędzając maruderów oraz pokrzepiając się eliksirem łowcy lwów- Konrada
Rabendy. Dopiero gdy z plaży mieliśmy skręcać w las na zielony szlak, przyspieszyliśmy,
aby przed całą grupą dojść pierwsi do pomostu nad jeziorem Dołgie Małe, tam nastąpił dłuższy
postój w trakcie którego Andrzej znalazł kilka grzybów-młodych ''amerykanów''.. Jak wspomniano
na początku, byliśmy mocno spóźnieni i dlatego Zbyszek po kilkunastu minutach dał sygnał do
marszu. My jak zwykle szliśmy na końcu i sami urządzaliśmy sobie krótkie postoje- jeden na
skrzyżowaniu szlaków czarnego i czerwonego, zaś drugi- na nowo wybudowanej wieży widokowej
przy czarnym szlaku. Wyszliśmy z lasu i odtąd do Gardny szliśmy już przez pola, a gdy doszliśmy
już na metę koło przystani- już trzeba było wyjeżdżać, tak, że nie mieliśmy czasu na upieczenie
kiełbasek przy ognisku.. To był właśnie skutek porannego opóźnienia wyjazdu..W każdym
razie wędrówka się udała.