Data: 07.08.2021r
Trasa: Poddębie- brzegiem morza- Orzechowo- czerwonym szlakiem- Ustka /bunkry Blüchera/-
Ustka Uroczysko PKP 12 km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 8
Analizując dotychczasowe klubowe wycieczki zauważyliśmy iż stosunkowo rzadko wędrujemy
brzegiem morza, zwłaszcza w lecie, co z jednej strony nie powinno dziwić bo żaden prawdziwy
turysta nie lubi natłoku wakacyjnej ,,stonki'' na plaży, z drugiej strony i nam się coś należy
w sensie opalania- choćby w marszu- oraz kąpieli w morzu. Dlatego też zaplanowaliśmy
,,lajcikową'' wycieczkę z Dębiny do Ustki, aby bez pośpiechu móc się przejść brzegiem morza
i popływać. Na autobus odjeżdżający z dworca PKS do Rowów o godzinie 8.50 stawili się Ula z
Andrzejem, Marcel, Mecenas, Andrzej Jóźwiak z Mariolą, Ewa oraz Maryla. Okazało się, że ten
autobus przejeżdża przez Poddębie, w związku z tym postanowiliśmy zamiast jechać do Dębiny,
rozpocząć wędrówkę właśnie tam. Warto dodać iż pogoda dopisała, praktycznie cały dzień było
słonecznie, zaś morze zmarszczone jedynie lekką falą. Dodajmy iż temperatura wody morskiej
też nie była zbyt niska, co uprzyjemniało kąpiel. Z Poddębia wyruszyliśmy czerwonym szlakiem
w stronę znanego wszystkim jaru, przez którym, na klifie nastąpił pierwszy postój na kawę i
,,wilgoć piwnicy''. A co to było i skąd nazwa- wyjaśniamy. Otóż Ula z Andrzejem wybierają się
wkrótce na Roztocze i weteran rajdów pieszych Mecenas polecał im ciekawe miejsca które powinni
obejrzeć m.in zagrodę Guciów gdzie można poczęstować się regionalnym napojem zwanym ,,wilgocią
wąwozu'' /nawiązującą do roztoczańskich wąwozów lessowych/- dlatego Andrzej z dumą wyjął z
plecaka własnorobny napój, który nazwał ,,wilgocią piwnicy''. Po postoju wyszliśmy na plażę na
jarem, ludzi było niewiele, lecz szukaliśmy bardziej ustronnego miejsca.. Przeszliśmy pod klifami
wytowieńskimi- o dziwo, przed nimi była nawet szeroki pas piachu, gdy z reguły morze dochodzi pod
sam klif i mniej więcej w okolicy gdzie niegdyś zatonął kuter rybacki, urządziliśmy dłuższy
odpoczynek na posiłek oraz wspomnianą wyżej kąpiel w morzu.. A tymi odważnymi byli Marcel,
Mecenas i Andrzej Strzykowski, którzy mieli wielką frajdę z leżenia na granicy brzegu i morza,
gdzie załamujące się- choć niewielkie- fale tarmosiły ich i wlokły po kamieniach.. Nietypowy,
ale skuteczny był to masaż.. Siedzieliśmy ponad godzinę, było miło, no ale w końcu trzeba było
iść dalej. Zbliżając się do Orzechowa napotykaliśmy coraz więcej ludzi no i nietypowy na plaży
pojazd jakim był traktor z przyczepą, zbierający śmieci. Aby nie przebijać się przez tłumy przed
Ustką, postanowiliśmy z Orzechowa do Ustki pójść czerwonym szlakiem przez las. W Ustce przeszliśmy
przez zatłoczoną promenadę, następnie przez kładkę w porcie by zatrzymać się na popas na terenie
tzw Bunkrów Blüchera u Marcina Barnowskiego. Samego gospodarza nie było gdyż oprowadzał turystów po
mieście lecz za to żona Marcina- Aśka poczęstowała nas swoją ,,wilgocią piwnicy''- o dużej mocy.
Zadzwonił do nas sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego-
Jan Kiśluk który dzisiaj z Tadkiem ,,Roszpunką'' znakował szlak pod Lęborkiem i żałował, że musi
dzisiaj spędzać czas o suchym pysku, ale zapewnił, że sobie to odbije z nawiązką.. Z Ustki
postanowiliśmy odjechać pociągiem, więc przeszliśmy przez las do przystanku Ustka Uroczysko,
skąd odjechaliśmy do Słupska pociągiem o godzinie 16.45.. Pod niektórymi uginały się nogi od
,,trudów marszu'' ale przed dworcem PKP w Słupsku już czekał Michał, który samochodem odwiózł
zmęczonych do domów..