Data: 29.05.2021r
Trasa: Wielka Wieś- Główczyce 8km
Prowadzący: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 17
Dzisiejsza wędrówka była de facto powtórzeniem ubiegłorocznej, która odbyła się w
lutym, wtedy jednak było pochmurno i deszczowo no i tylko kilka osób, teraz
frekwencja była jak nigdy, być może z uwagi na pogodę, a być może z uwagi na
towarzystwo.. Ze Słupska rano do Wielkiej Wsi przyjechała ekipa w składzie Ula z
Andrzejem, Maryla, Halinka, Ewa, kapitan Halszka z pieprzówką, Andrzej Jóźwiak z
Mariolą, Marcel i Mecenas. Z kolei do Wielkiej Wsi dojechali z Główczyc Marek z
Teresą, a z Lęborka Gośka Biela, Gołębiewscy i stary traper,,Jurencjo,, z Redy.
Poszliśmy tym razem nie przez hacjendę pani Grey lecz ze skraju wioski drogą przez
pola na wschód by po kilkuset metrach skręcić prostopadle w lewo do lasu, gdzie
nastąpił pierwszy postój. Nastąpiło picie kawy i pieprzówki a nadto klekotanie
białego bociana. Martwiliśmy się o nieobecnego Wielkiego Mistrza Wolnej Loży
Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, Jana Kiśluka, który przyjął
wczoraj zbyt dużą dawkę szczepionki ,,Bolsera,, i dzisiaj chorował, na szczęście
Gośka zapewniła, że Jankiem opiekuje się od rana jego osobisty lekarz, doktor Zenek.
Nie przyjechała też Ewa Moorhexe z Wichser an der Schwule bowiem potencjalny kierowca
Tadek ,,Roszpunka,, znów udał się do Kazimierza penetrować wilgotne wąwozy lessowe.
Po postoju wyruszyliśmy błotnistą drogą przez las do skrzyżowania z szeroką leśną
drogą gdzie zasiedliśmy na odpoczynek na pniach, wreszcie było wygodnie. Potem
zaczął się najbardziej mozolny ale i najbardziej atrakcyjny fragment trasy, najpierw
zarośniętą i krętą leśną drogą, aż na skraj pól i potem na przełaj brzegiem lasu.
Mijaliśmy łany żyta, rzepaku, w lesie złociły się krzaki żarnowca, zaś na łąkach
niebieszczyły się niezapominajki. Jak wspomniano wyżej, wędrówka na tym odcinku
była nieco żmudna ale i malownicza. Faktem jest że gdyby padał deszcz, każdy by się
,,ściorał,, w wysokich trawach i chaszczach, ale dziś pogoda była przepiękna..
Jeszcze marsz wzdłuż strumienia gdzie swojego czasu młody baron Mark von Glowitz
zażywał kąpieli i rychło skręt w lewo, prosto do hacjendy ,,U Benka,,.
Zastanawialiśmy się jak Tereska da radę ugościć i nakarmić tyle osób, ale okazało się,
że można było. Nie potrzeba wielkich frykasów, wystarczył chleb, smalec, ser i ogórki.
Pojawili się też nowi goście, GODNI CZegoś więcej niż wody, więc baron von Glowitz
wyjął zacny trunek, na stole pojawiły się pieczone kurczaki, zaś Andrzej grał
piosenki turystyczne na gitarze. Kilkoro ucięło sobie drzemkę na trawie pod krzakami,
w czym celował Mecenas dla którego było to ulubione miejsce zwłaszcza po rajdach
,,Wydma,, w Izbicy. Impreza na całego, ale trzeba było uważać by się tak nie
,,zaszczepionkować,, jak Janek więc ten kto się najadł i napoił, odjeżdżał do domu..