Data: 15.05.2021r
Trasa: Pogorzelice PKP- Laska- Pogorzelice PKP 8km
Prowadzący: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 5
Dzisiejsza wędrówka była kolejną z cyklu ,,tradycyjnych,, tj taką która powtarza się
co roku. Przez ostatnich kilka lat i z reguły na wiosnę wędrowaliśmy do hacjendy
gościnnego kalifa Taha Naydat Kikhia z Syrii, który, jako świetny kucharz, zawsze
częstował nas smakowitym jadłem typu arabskiego. Tym razem się nie najedliśmy, ale
dlaczego tak się stało o tym później.. Do Pogorzelic wyjechaliśmy porannym pociągiem
Regio w składzie Andrzej z Ulą, Mecenas oraz kapitan Halszka z pieprzówką. Na miejscu
już czekał na nas stary traper,,Jurencjo,, z Redy i wszyscy czym prędzej wyruszyliśmy
wzdłuż torów aby schronić się pod wiaduktem. Po ostatnich, upalnych, prawie letnich
dniach, dzisiaj ochłodziło się i padał rzęsisty deszcz, wprawdzie taki typowo ,,majowy,,
ale mimo wszystko lepiej siedzieć w suchym miejscu niż na mokrej trawie. Zasiedliśmy
zatem pod wiaduktem gdzie Ula częstowała kawą, Halszka pieprzówką, a Mecenas napojem
samorobnym od łowcy lwów. Zrobiło się tak sielankowo że Andrzej zaproponował byśmy
już nie szli do Effendiego lecz zostali w tym miejscu, jednak jego propozycja została
odrzucona. W trakcie popasu zadzwonił do nas sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów
Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, Jan Kiśluk który dzisiaj wspólnie z
dyrektorem Pruszakiem prowadził marsze Nordic Walking, siedział pod wiatą w Wilkowie,
a tam gościnny dyrektor z pomocą brodatego Wacka, znając upodobania Janka zadbali by
mógł degustować nie tylko parowane ziemniaki.. Janek poinformował również o powrocie
Ewy Moorhexe z Wichser an der Luhe koło Hamburga, oraz że ona, będąc szczęśliwa, że
już nie musi ,,schmutzige Schwanz alt Herra Schwarz geputzen,, już wkrótce zorganizuje
ciekawe wędrówki przyrodnicze. Po postoju wyruszyliśmy dalej na zachód wzdłuż torów i
wkrótce Halszka doznała kontuzji nogi, po zejściu na drogę do Laski, musieliśmy zatem
poczekać na Effendiego, który kontuzjowaną panią kapitan zawiózł na swoją hacjendę.
Reszta, mimo deszczu, dalszą drogę przeszła pieszo, mimo deszczu wesoło śpiewając
piosenki turystyczne i często przystając na łyk rozgrzewacza. A teraz wyjaśniamy tytuł
imprezy ,,Ramadan bajram,Eid al Fitr,,. Otóż jak wiadomo mahometanie w okresie Ramadanu
poszczą przez cały miesiąc w ciągu dnia, zaś Ramadan kończy się właśnie świętem Eid al
Fitr, w trakcie którego wszyscy się odwiedzają, wręczają sobie prezenty i weselą się,
pozdrawiając słowami ,,Id mubarak !,, Właśnie dzisiaj zakończyło się to święto, więc
korzystając z okazji, mimo iż chrześcijanie, postanowiliśmy się weselić.. No i
weseliliśmy się na hacjendzie u Effendiego, u którego zmieniło się to, że wycięto mu
drzewa za płotem i zrobiło się bardziej widno oraz przestrzennie.. Nie było też takiej
ilości dzieci jak ostatnio, poza psotnym Filipem i małą Nadią.. Zdziwiło nas trochę, że
Effendi, poza napojami i orzeszkami nie wystawił swoich specjałów kulinarnych, ale myślał,
że zostaniemy do wieczora, a biesiadę zaplanował na popołudnie.. Gdy dowiedział się, że
musimy wyjechać już po piętnastej, czym prędzej zerwał się i pojechał do Lęborka by ze
swojej knajpy przywieźć nam chociażby kulebiaki na drogę.. Wówczas się wypogodziło i trasa
powrotna byłaby przyjemna gdyby nie to, że trapera Jurencja dopadł atak rwy kulszowej, więc
mieliśmy już dwoje kontuzjowanych, jednakże zaciskając zęby i opierając się na kijkach od Uli,
Jurek dzielnie wlókł się z nami, choć po kilku kilometrach pojawił się sam Effendi, który
naszą ekipę odwiózł w kilku turach na stację, gdzie już w słońcu a nie deszczu czekaliśmy na
pociąg a czujna Ula zwracała uwagę by Andrzej z Mecenasem, zachwyceni białymi bocianami się
nie ,,zaklekotali,,..