Data: 17.04.2021r
Trasa: Słupsk sklep Żaczek- żółtym szlakiem- mostek nad Glaźną- Krępa- bazarek-
wiata- ścieżką rowerową- Słupsk 12km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 7
Ostatnia wędrówka, nad jezioro Lubowidz, odbyła się już dość dawno a pamiętać ją
będziemy z uwagi na klasztorne przysmaki z Altherrschwanzdorf oraz..rozbity nos
Mecka. Potem były święta i okres stagnacji, który należało w końcu przerwać. Dobrym
powodem ku temu było też otwarcie w Krępie bazarku z regionalnymi produktami, na
który bardzo chcieliśmy się udać, nie wiadomo bowiem czy w tym roku dojdą do skutku
zawsze uczęszczane przez nad imprezy w Swołowie, Klukach czy Karżniczce, które w
ubiegłym roku się nie odbyły z uwagi na pandemię.. Mimo nieciekawych prognoz pogody,
zapowiadających deszcz na Pomorzu, zaplanowaliśmy na tą sobotę wycieczkę do Krępy
na bazarek, od razu dodajmy, że prognozy na szczęście się nie sprawdziły i w zasadzie
przez cały czas mieliśmy słońce i ciepło. Zebraliśmy się przed godziną 9 rano pod
sklepem Żaczek na ul.Arciszewskiego w składzie Halinka, Maryla, Halszka z pieprzówką,
Mecenas, oraz Gosia z Piotrem i pieskiem Szubim. Bardzo chcieli być z nami Ula z
Andrzejem ale musieli dzisiaj jechać do Miastka na szczepionkę. Na innego rodzaju
szczepionki, nie AstraZeneca lecz DoktoraZeneka czekał z kolei w Lęborku Wielki
Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jan Kiśluk,
który za tydzień wybiera się na sprzątanie rzeki Łeby i musi aż na umór się
,,szczepionkować,, aby uodpornić organizm. A co do innych naszych przyjaciół to
poza Jankiem zadzwoniła sławna Ewa ,,Moorhexe,, która niedawno karmiła nas
klasztornymi specjałami z Altherrschwanzdorf, a teraz znów pojechała nach
Brinkenfickenhause in der Nähe Rothaarschloch Gebirge gdzie opiekuje się alte frau
Trudi Arschenbach, której musi,,sehr stinke Fotze geputzen,,.. Nie dziwota zatem,
że tęskni za nami, za wędrówkami i za ,,Old Firehandem,,. Powracając do dzisiejszej
wędrówki, szliśmy nieśpiesznie dobrze już nam znanym żółtym szlakiem, kilka razy
odpoczywając po drodze. Piotr planował zatańczyć z Mecenasem ,,Poloneza Ogińskiego,,
ale zapomniał zabrać ,,nut,, więc musieli zadowolić się opowieściami o wyprawach
polarnych Amundsena.. Z kolei kapitan Halszka sowicie poiła mocną pieprzówką..
Problem był tylko z Szubim, niesfornym psiakiem który ciągle nogi Piotra dosiadał
okrakiem, wymachując nagim, czerwonym ,,piebiakiem,,. Szkoda,że od czasu wybudowania
obwodnicy nie mogliśmy cały czas iść lasem tylko trzeba było zboczyć na chodnik.
Usiedliśmy na kolejny odpoczynek przy stoliku na skrzyżowaniu z leśną drogą do Kwakowa i
tam dojechał do nas Marcel. Część z nas pojechała z nim do Krępy a część poszła dalej
prosto do mostku nad rzeczką Glaźną, skąd skręcili do Krępy. Wszyscy spotkaliśmy się
na bazarku w Krępie gdzie mimo tłumu ludzi i tego, że część produktów wykupiono,
udało się nam zakupić takie produkty regionalne jak półgęski, inne mięsiwa, miody,
konfitury oraz różne przetwory.. Aby je zadegustować, zasiedliśmy pod wiatą za pałacem,
zaś po biesiadzie nie wracaliśmy tą samą drogą lecz wzdłuż szosy szybko zeszliśmy do
ścieżki rowerowej, którą doszliśmy prawie do samego Słupska i tam dopiero skręciliśmy do
lasu. Dopiero wówczas nieco się ochłodziło, zachmurzyło, a nawet spadło kilka kropel
deszczu.. Znajdowaliśmy się jednak już blisko sklepu Żaczek gdzie niedaleko Halszka miała
zaparkowany swój samochód, który jak zwykle po wędrówkach służy jako karawan do rozwiezienia
zwłok co miało też miejsce i dzisiaj..