Data: 06.03.2021r
Trasa: Lębork Mosty- Lubowidz- wiata nad brzegiem jeziora 3km
Prowadzący: Ewa "Moorhexe" Boniecka
Liczba uczestników: 6
Nasza koleżanka, przewodniczka a z pasji botaniczka, Ewa ”Moorhexe” po powrocie z
Brinkenfickenhause w Niemczech postanowiła tym razem, zamiast przyrodniczej,
zorganizować wędrówkę kulinarną związaną z obchodami jej urodzin. Będąc niegdyś w
starym klasztorze w Altherrschwanzdorf udało się jej od mnichów klauzurowych uzyskać
średniowieczne przepisy na rozmaite potrawy, które postanowiła przyrządzić i
poczęstować gości na szlaku. Mozoląc się kilka dni w kuchni, powstały takie pyszności
jak Brühe aus Fledermausen, Knödeln mit Schwanzsahne Pur, Foule Eiern, Kartoffeln mit
Urinsalzlake, stinkende Heringen, alte Ratten und andere kotzende Essen. Niestety
obawa przed pandemią spowodowała, że wiele osób się przestraszyło i nie przyjechało,
mimo iż sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i
Uznanego, Jan Kiśluk zapewniał, iż przygotuje odpowiednią ilość szczepionek typu
"Doktor Zeneka". W sobotę rano do Lęborka pojechali pociągiem niezawodni piechurzy
Marcel, Mecenas i baron Mark von Glowitz, do których w Lęborku dosiedli się Mistrz
Jan oraz jubilatka „Moorhexa” po czym wspólnie dojechali do przystanku Lębork Mosty,
gdzie czekał już na nich Tadek zwany „Roszpunką”. Dla ciekawych informujemy, że
zmieniono pseudonim Tadka z „Hippisa” na „Roszpunkę” bowiem brzmi to bardziej
elegancko, bajkowo i podkreśla zalety Tadkowej fryzury. Pogoda nam dopisała, bowiem
po mrożnej nocy dzień był ciepły, pogodny, słoneczny i prawie bezwietrzny. Prowadzeni
przez Moorhexę przeszliśmy szosę i drogą przez las doszliśmy do miejscowości Lubowidz.
Po drodze obejrzeliśmy dawny cmentarz ewangelicki oraz zachwycaliśmy się pierwszymi
oznakami wiosny.. w szczególności przebiśniegami oraz śpiewami ptaków.. Idąc skrajem
wsi skręciliśmy nad jezioro, gdzie zasiedliśmy pod wiatą. Tam też zajechał samochodem
Tadek „Roszpunka” który przywiózł nam drzewo na opał. Mimo słonecznej pogody, jezioro
Lubowidz w większości było zamarznięte natomiast miłośnicy „morsowania” utworzyli tam
wolny od lodu kanał, gdzie też i dzisiaj zażywali kąpieli. Pierwotnie planowaliśmy
biesiadować pod wiatą w okolicach Leśnic, ale tam nie ma możliwości dojazdu samochodem,
zaś Tadek obawiał się, że będzie musiał wlec „besoffene Sau” przez las, okazało się, że
pomysł Tadka by zmienić miejsce biesiady był trafny, jako iż nie musieliśmy do Lęborka
wracać piechotą, bowiem Tadek podrzucił nas na dworzec.