Data: 09.01.2021r
Trasa: Leśnice PKP- lasy na południe od Leśnic- leśna wiata- Leśnice PKP 8km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4
Nastały takie czasy że trudno cokolwiek planować a zwłaszcza piesze wędrówki.
Pierwotnie w tą sobotę mieliśmy spotkać się na hacjendzie przy ul Słonecznej w
Lęborku by świętować urodziny Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza
Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jana Kiśluka. Było jednak tylu chętnych że
jubilat z żalem musiał odwołać imprezę by uniknąć interwencji policji w przypadku
donosu któregoś ze złośliwych sąsiadów. Wtedy jednak rozsądny baron Mark Freiherr
von Glowitz zaproponował imprezę plenerową która oczywiście musiała się odbyć w
jakimś zacisznym i oddalonym od zabudowań miejscu, aby nikt nam nie przeszkadzał,
zwłaszcza nadgorliwi stróże prawa. Pomyśleliśmy zatem o leśnej wiacie na południe
od Leśnic gdzie też kończyliśmy rajd kilka lat temu. Ta propozycja została
przyjęta z entuzjazmem i wydawać by się mogło że na wędrówce pojawi się nawet i
kilkadziesiąt osób z Lęborka, Słupska i Główczyc, spragnionych obcowaniu na łonie
natury. W sobotę rano Słupsk był zaśnieżony, zaś aż do Potęgowa obserwowaliśmy
przez okna pociągu piękne plenery zimowe oraz sarenki na polach. A za Potęgowem,
jak nożem uciął, śniegu już nie było, lasy stały się ponure i jesienne. Szkoda bo
marzyliśmy o włóczędze w śniegowym plenerze.. W Leśnicach wysiedliśmy w składzie
Marcel, Mecenas oraz Brygida ze stowarzyszenia przyjaźni polsko tureckiej Yarak
Mustafa. Pod wiatą obok kościoła i szkoły czekał sam dostojny jubilat, Jan Kiśluk,
przywieziony tam samochodem przez swojego osobistego lekarza, doktora Zenona.
Okazało się niestety że doktor go wczoraj tak intensywnie szczepionkował że Janek
nie miał siły wędrować, a miał być przecież dzisiaj naszym prowadzącym. Wypiliśmy
zatem toast za zdrowie jubilata, wręczyliśmy prezenty, termos z eliksirem Panoramixa
oraz siedzisko wędkarskie, po czym doktor odwiózł Janka do Lęborka na kolejną dawkę
szczepionek. Prowadzić zatem musiał Mecenas któremu akurat dziś ta rola niespecjalnie
przypadła do gustu gdyż po prostu nie kojarzył miejsca gdzie znajduje się wiata
stanowiąca cel naszej wędrówki. Kilka lat temu nawet tak doświadczony przewodnik
jak Irek Krawiec nie znalazł odpowiedniej ścieżki i poprowadził nas aż pod
Krępkowice.. W każdym razie najpierw droga była prosta i łatwa, szliśmy szeroką drogą
przez las w stronę Krępkowic. Wiadomo było nam tylko iż z tej drogi należało skręcić
w lewo w pobliżu wiaty leśników, ale w którą ścieżkę? No i zaczęła się wyrypa..
Faktycznie niczym partyzanci w Bieszczadach wspinaliśmy się na górki, przedzieraliśmy
przez chaszcze, co trwało dłuższy czas, aż w końcu zrezygnowani wyszliśmy na główną
drogę. Po kontakcie telefonicznym z Wielkim Mistrzem Janem okazało się że musieliśmy
skręcić wcześniej, na wysokości szkółki leśnej, tam też jednak błądziliśmy ale wreszcie
dotarliśmy do celu. Było mokro, wilgotno, padał drobny deszcz ze śniegiem, a
chcieliśmy rozpalić ognisko, co w końcu udało się doświadczonemu w tym względzie Marcelowi.
Nie było suchego drewna, za to cała masa suchych liści zgromadzonych pod wiatą. Gdy w
końcu pojawił się ogień, można było upiec kiełbaski, wypić kielicha oraz posłuchać
piosenek turystycznych z telefonu Brygidy.. Prawdziwa uczta duchowa i sielanka..
zamiast na fotelu w domu słuchać wycia w stylu.. I był burdel w Zakopanem, polewałem ci
cycki szampanem, byłem alfonsem a ty największą ... tej nocy.. Kto to lubi to lubi, my
jednak lubimy wpatrywać się w płonące ognisko i nucić o górach i jesieni.. Sielankę
zakłócało jednak nasuwające się pytanie.. dlaczego miało być tak wiele osób a było tylko nas
troje? Marek się usprawiedliwił wcześniej bo nie miał podwody, Tadek, wiadomo pojechał do
swojego ukochanego Kazimierza, Janek miał skutki uboczne po szczepionkach dr Zenka,
ale inni? Trudno, niech żałują, płakać za nimi nie będziemy..choć prawdę mówiąc Meckowi
brakowało pieprzówki Halszki.. Siedzielibyśmy długo przy ognisku ale niestety trzeba było
podążyć na pociąg.. A padało coraz intensywniej.. Trochę myląc ścieżki ale dotarliśmy
do kościoła skąd już wiodła prosta droga do stacji.. A w Słupsku już czekał Roman z samochodem,
tak, że mieliśmy podwodę do domu..