Data: 21.11.2020r
Trasa: Smołdzino- czarnym szlakiem- czerwonym szlakiem- Jez.Dołgie Wielkie-
Jez.Dołgie Małe- zielonym szlakiem- brzegiem morza- Rowy 18km
Prowadzący: Marceli Piec
Liczba uczestników: 2
W okresie nawrotu pandemii koronawirusa zostały odwołane wycieczki piesze nawet w takich
znanych klubach jak Bąbelki z Gdańska, nie będzie też corocznych imprez jak Mikołajki z
ziemniakiem i Pruszakiem. Nie oznacza to jednak że mamy się kisić w domu, postaramy się
organizować wędrówki choć może nie co tydzień. W tą sobotę trasę zaproponował Marcel, trochę
na ostatnią chwilę, dlatego też wybrał się z nim tylko Mecenas. W ostatnich dniach mocno się
ochłodziło dlatego też trzeba było ubrać się jak na zimę oraz zaopatrzyć się w stosowne
napoje rozgrzewające.. Na szczęście dzisiaj nie padał deszcz choć po słonecznym świcie
liczyliśmy również na słońce na trasie, niestety, było pochmurno, ale w sumie nie ma na co
narzekać.. Do Smołdzina wyjechaliśmy autobusem NordExpress o godzinie 8:50, prawie pustym,
bo poza nami był tylko jeden pasażer. Dodajmy już teraz że na całej trasie nie spotkaliśmy
żadnych innych piechurów, poza jedną parką na plaży pod Rowami. Wędrowaliśmy przez las w ciszy,
nie było bowiem silnego wiatru, ale też nie towarzyszył nam, jak wiosną i latem, śpiew ptaków..
Nastrój zatem nieco mistyczny, co podobałoby się naszemu klubowemu Wielkiemu Mistykowi Krzyśkowi,
który pewno dzisiaj medytował jogę wleklakową.. Idąc czarnym szlakiem, po dojściu w okolice
jeziora Dołgie Wielkie skręciliśmy na szlak czerwony biegnący przez cały SPN i szlakiem tym
doszliśmy do pomostu nad jeziorem. Tam długo nie zabawiliśmy, bowiem dłuższy popas zaplanowaliśmy
na pomoście nad jez.Dołgie Małym do którego też wkrótce doszliśmy. Były oscypki, swojska
gięta, ser pleśniowy, konfitura borówkowa i..stosowne eliksiry.. Wspominaliśmy wyprawy polarne
Amundsena, omawialiśmy też różnice między naturalnym lasem w parku narodowym a monokulturami
sosnowymi, przez które nieraz wędrujemy na naszych wycieczkach.. W zasadzie nie powinno się
tego nazywać lasem lecz uprawą leśną, zasianą na wyrąb. O ileż przyjemniej jest przebywać w
naturalnym lesie, o bogatym podszyciu.. Biesiadując, zadzwoniliśmy do samego Wielkiego Mistrza
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jana Kiśluka, który
szykując się na kolejne szczepionkowanie przez doktora Zenka, gotował dla niego olbrzymi gar
fasoli, po to aby było i trinken i furzen.. Po odpoczynku nad jeziorem Dołgie Małe, poszliśmy
zielonym szlakiem łącznikowym nad morze, na tym krótkim odcinku była najbardziej urozmaicona
roślinność na trasie, niestety dość szybko doszliśmy do wydmy przez którą zeszliśmy nad morski
brzeg. Tam trzeba było mocno się opatulić bowiem szliśmy pod chłodny, listopadowy wiatr, zaś na
morzu był sztorm. Aby nie zmarznąć trzeba było iść szybkim tempem i co jakiś czas spożyć
rozgrzewacza.. Jak wspomniano wcześniej po drodze nie spotkaliśmy ani ludzi ani zwierząt, a nawet
na plaży dostrzegliśmy jedynie dwie mewy na całym siedmiokilometrowym odcinku brzegiem morza..
Idąc forsownym marszem dotarliśmy do Rowów, zawsze gwarnych i pełnych ludzi, nawet poza sezonem,
a dzisiaj wioska ta wyglądała na wymarłą.. Mieliśmy jeszcze kilkanaście minut do odjazdu autobusu,
więc odpoczęliśmy na przystanku, zaś autobus odjechał o 15:37. To już był zachód słońca i powoli
zaczęło się robić ciemno..