Data: 12.09.2020r
Trasa: Korzybie PKP- szlakiem rowerowym- wiata nad rzeką Wieprzą- leśny parking-
drogą z płyt jumbo- jezioro Kryształ- wiadukt nad rzeką- Korzybie PKP 10 km
Prowadzący: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 4
Na tą sobotę prognozy zapowiadały słoneczny i ciepły dzień, być może już ostatni
najcieplejszy dzień w tym roku, dlatego też należało koniecznie to wykorzystać i
wyjechać w plener. Jako iż prezes klubu, baron Mark Freiherr von Glowitz miał
zaplanowaną wycieczkę z emerytami penitencjarnymi na grzybobranie do Koczały,
zainspirowało to Andrzeja, zapalonego grzybiarza i mykologa aby też zorganizować
klubowe grzybobranie. Z kolei Mecenas zaproponował okolice Korzybia bowiem tamtejsze
lasy obfitują w jagody i grzyby. Nadto, jak wiadomo przez kilka lat nie była czynna
linia kolejowa ze Słupska do Szczecinka i tym samym nie zwiedzaliśmy terenów
leżących w pobliżu tej linii,należało "przypomnieć" sobie trasy dawnych wędrówek.
Sobotnia trasa stanowiła w praktyce powtórzenie trasy jaką kilka lat temu wędrowali
Marcel z Meckiem, przy czym wtedy była wiosna a teraz jesień, nadto zależało nam
bardziej na zbieraniu grzybów niż na "nabijaniu kilometrów", a czasu było aż nadto
/prawie 8 godzin/. Ze Słupska wyjechaliśmy pociągiem o godzinie 7.45 a już kilka
minut po ósmej wysiedliśmy w Korzybiu. Poranek był jeszcze chłodny ale stopniowo
zaczęło się robić coraz cieplej. Chcieliśmy obejrzeć zdewastowany drewniany most
drogowy nad Wieprzą /droga do Łętowa/, ale..mostu już nie było, a jedynym śladem
po nim były tkwiące w rzece resztki pali. Za to nad rzeką wybudowano wiatę oraz
kamienne miejsce na ognisko. Urok tego miejsca tak nas zachwycił, że postanowiliśmy
zrobić przerwę na kawę, ciasto porzeczkowe Uli oraz..na łyk miodowej pieprzówki
Halszki i "chłopskiej pędzonej" Andrzeja. Następnie przeszliśmy przez betonowy dawny
wiadukt kolejowy nad rzeką, znajdowaliśmy się na szlaku rowerowym wiodącym po nasypie
dawnej linii kolejowej Korzybie-Sławno. Jak wynikało z tabliczki został on nazwany
"szlakiem dworców PKP". Wkrótce jednak skręciliśmy z tego szlaku na południe i od
tej pory wędrowaliśmy już tylko przez las. Zaczęło się też grzybobranie w czym
celował zwłaszcza Andrzej. Liczne były podgrzybki, zaś Halszka znalazła grzyba o
nazwie "kozia broda" tak ulubonego przez Tereskę, której specjalnością kulinarną są
m in pierogi z tym smacznym grzybem. Postanowiliśmy odpocząć na leśnym parkingu nad
rzeką, okazało się że znajdował się on dokładnie naprzeciwko wiaty, gdzie wcześniej
biesiadowaliśmy. Usiedliśmy na trawie, gdzie na siedząco można było zbierać kurki.
Andrzej i Mecenas, miłośnicy piosenki turystycznej słuchali /z telefonu Andrzeja/
utworów Andrzeja Wierzbickiego /Beskid, Orawa, Ballada o św.Mikołaju i inne/. Tak,
bo będąc w plenerze, na zielonej trawie, pośród drzew, nad rzeką, właśnie taka muzyka
najbardziej harmonizuje z otoczeniem.. Niestety, często można usłyszeć takie "przeboje"
jak" Zakopane, polewałem ci cycki szampanem i byłaś dla mnie największą kurwą tej nocy.."..
Możliwe że tekst jest nieco inny co nie zmienia faktu, że my jednak lubimy inną muzykę,
zaś Andrzej sukcesywnie wzbogaca swój repertuar piosenek turystycznych. Po posiadówce
wędrowaliśmy dalej, drogą z płyt jumbo przez las, nadal zbierając grzyby. Doszliśmy do
nasypu po dawnej linii kolejowej Korzybie-Polanów, gdzie wściekłość Mecka wzbudził fakt
rozebrania zabytkowego wiaduktu, na szczęście rychło Andrzej go pocieszył swoim "lekiem"..
Doszliśmy do leśnego jeziora Kryształ, słynącego z czystej wody oraz..z echa.. Od
razu Andrzej zacytował dowcip o bacy, który rano wyszedł przed chatę, zakrzyknął- "Jaki
piękny dzień !" a echo z przyzwyczajenia odpowiedziało- "mać,mać,mać".. Dlatego i my
musieliśmy zabawić się z echem nad jeziorem Kryształ, które nam odpowiadało "mać,mać,mać"..
Spośród nas, jedynie Mecek zaopatrzył się w kąpielówki więc oczywiście kilka razy zażył
orzeźwiającej kąpieli, zaś reszta jedynie wymoczyła nogi.. Zadzwonił do nas sam Wielki
Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego dawnego i Uznanego- Jan Kiśluk który
zazdrościł nam tak pięknej wycieczki, lecz musiał dzisiaj być "szczepionkowany" przez
doktora Zenka, a ponieważ zdarza mu się to dość często, nie był w stanie wędrować.. My
siedzieliśmy nad Kryształem dość długo, jako że pociąg do Słupska był dopiero o 16.00,
więc można było się opalać i kąpać. W końcu jednak czujna Ula dała hasło do wymarszu,
więc najpierw przez las, potem przez łąkę, następnie przez wiadukt /tym razem
istniejącej i czynnej linii kolejowej Słupsk-Szczecinek/ nad rzeką, oraz drogą wzdłuż
torów dotarliśmy do Korzybia, skąd pociągiem powróciliśmy do Słupska. Tam Halszka
zgodnie z tradycją, w ramach wolontariatu usług karawanowych, rozwiozła nasze zwłoki
do domów..