Data: 08.08.2020r
Trasa: Bałamątek- szlakiem rowerowym po trasie dawnej kolei Ustka- Smołdzino-
Gąbino /"La Hacienda Bonita" Beaty Borzemskiej/ 7 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 9
Nasz coroczny, tradycyjny rajd z zakończeniem u Beaty w Gąbinie był faktycznie
jubileuszowy, bowiem odbywał się już dziesiąty raz. Nazwa "biwak" może być myląca,
bowiem już od kilku lat nie praktykujemy noclegów pod namiotami w Gąbinie, ale nazwa-
no i skrót nazwy imprezy- przyjęły się na tyle, że nie będziemy tego zmienić.
Zmieniła się tylko nazwa hacjendy z Zerwana na Bonitę, bowiem Zerwana już od dawna
nie ma, natomiast zwierzęciem o najdłuższym "stażu" stała się Bonita /oprócz niej
rezydentami hacjendy są- drugi buldożek Amberek, wilczyca Bella oraz kot Frodo/. Na
ten weekend zapowiedział swój przyjazd nadto brat Beaty- Marek Borzemski, prezes
Towarzystwa Współpracy Polsko-Afrykańskiej "Dhakari Mboo Uume" gdzie współpracuje m.in
z Filipem, synem czarnoskórego aktora z Konga, znanego m.in z kultowego filmu "Jak
rozpętałem II wojnę światową", gdy jako żołnierz Legii Cudzoziemskiej pomagał Frankowi
Dolasowi w zakupach na arabskim targu..Trasę miał prowadzić Mecek, ale z uwagi na
doskwierającą rwę kulszową, prowadzić musiał Marcel. Oprócz tej dwójki w rajdzie
uczestniczyli: stary traper "Jurencjo" z Redy, Halinka, Maryla, oraz przewodnicząca
Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Tureckiej "Yarak Mustafa"- Brygida Rynkiewicz. Oni to
wyjechali ze Słupska o godzinie 10.15 autobusem relacji Słupsk-Rowy do Bałamątka
/jedynie Mecenas wysiadł w Gąbinie, ale nie poszedł od razu do Beaty lecz przeszedł ok
2 km i czekał przy szlaku na resztę/. Szlak wiódł po trasie dawnej kolei z Ustki do
Smołdzina, z reguły przez pola, gdzieniegdzie tylko przez las, ale często w szpalerach
krzaków czy dzikich drzew owocowych. Grupa doszła do hacjendy po godzinie 13.00, a
już dojechali tam z Główczyc, prezes klubu baron Mark von Glowitz z żoną Teresą. Od
razu Marek zwrócił się do Mecka słowem "Wypij". Jako iż w naszym klubie pilnujemy,
by nie poruszać kwestii politycznych /zrzeszamy bowiem ludzi o różnych poglądach/,
Mecek żachnął się, że będzie krytyczna mowa o wiceprzewodniczącym klubu PiS-Michale
Wypiju.. Na szczęście okazało się, że Marek mówiąc "Wypij" zupełnie co innego miał na
myśli, co wielce uradowało Mecka, który też rychło zażył kąpieli w stawie, choć Marcel
ostrzegał przed żarłocznymi rybami, demonstrując przy okazji stosowny film z karpiem w
roli głównej. W imprezie uczestniczyli nadto goście- znajomi Beaty pochodzący z Krakowa,
zaś doktor stomatolog Robert zajmował się grillem. Była cała masa jadła- karkówka,
kiszka ziemniaczana, kabaczki i pieczarki z grilla, oraz rozmaite sałatki. Należy też
dodać, że dzień był pogodny,słoneczny i upalny. Gorzałka lała się strumieniami, o co
dbał Marek z Towarzystwa "Dhakari Mboo Uume" /nazwa z języka kiswahili/, żałowaliśmy tylko,
że nie mógł być z nami- a bardzo chciał- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu
Beretowego Dawnego i Uznanego Jan Kiśluk, bowiem ten który miał go przywieżć, czyli Tadek
"Hippis" udał się na kurację do uzdrowiska Lądek Zdrój /poza leczeniem planując penetrację
tamtejszych ciekawych choć wilgotnych jaskiń/, przy okazji zamierzając zwiedzić urocze
zakątki Kazimierza.. Biedny Janek zatem musíał zostać w Lęborku, na szczęście aby wyleczyć
jego depresję pośpieszył ze stosownymi kroplówkami doktor Zenek.. W każdym razie
biesiadowaliśmy do wieczora, jedni odjechali autobusem a znów inni z Romanem, który
przyjechał po Brygidę by ją zabrać na kolejną imprezę- do Łeby.. A za tydzień zapraszamy
do Bronowa na drezyny..