Data: 01.08.2020r
Trasa : Słupsk- Widzino- Słupsk 14 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 5
Dobrych kilka lat temu kończyliśmy wycieczkę zimową u p Dawida w Widzinie, pasjonata
ptaków, hodującego ptactwo domowe i egzotyczne. Potem pan Dawid wyjechał w celach
zarobkowych do Holandii i jego hodowla znacznie podupadła, po powrocie jednak zaczął
jej reaktywację. W czasie przypadkowego spotkania z Meckiem, zaprosił do siebie nie
tylko jego ale również i kolegów z klubu .Miłym akcentem wycieczki było to, że część
uczestników, Ula i Andrzej Strzykowscy oraz Andrzej Jóźwiak postanowiło pojechać tam na
rowerach. Pozostali tj Mecenas i stary traper Jurencjo z Redy przyjechali zaś szynobusem
ok południa. Była piękna pogoda, co sprzyjało posiadówce na trawie, wcześniej jednak
oglądaliśmy pasiekę, ptactwo oraz ogrody gospodarza. Spośród ptaków najbardziej podobały się
nam oczywiście egzotyczne bażanty i pawie, ale podziwialiśmy też różne gatunki kur jak np
araukany, zaś z kogutem bojowym pozowaliśmy do zdjęcia. Posmakowaliśmy pieczonej kaczki i
zasiedliśmy w ogrodzie, degustując własnorobne napitki, wiśniowy i winogronowy, ten drugi o
mocy 70 procent. Przymierzający się do kiszenia ogórków Andrzej wyciął dla siebie trochę
korzeni chrzanu, został nadto obdarowany kabaczkami zaś Mecek pawimi piórami. Nie mogło
również zabraknąć jajek,rozmaitej wielkości i koloru. Z gospodarzem omówiliśmy kwestię
hodowli kuropatw, które miałyby być potem wypuszczane na pola. Jak wiadomo, kuropatwa będąca
niegdyś pospolitym gatunkiem polnym obecnie jest zagrożona z uwagi na plagę lisów oraz
monokultury w uprawach. Dlatego też p Dawid postanowił, przecież nie w celach zysku,
zająć się hodowlą również i tych ptaków. W biesiadzie towarzyszył nam amstaff Misza, na
początku trochę się jego obawialiśmy ale rychło okazało się, że jest on bardzo przyjazny,
wymagał jedynie ciągłej zabawy z nim i głaskania. Było tak miło, że siedzilibyśmy długo
natomiast moc napojów sprawiła, że rychło czujna Ula dała rowerzystom hasło do odjazdu,
co prawdę mówiąc nieco zmartwiło Andrzeja.. Jurencjo i Mecek siedzieli jeszcze ponad
godzinę ale i oni się zebrali z uwagi na to, że Jurek musiał zdążyć na pociąg do Redy.