Data: 16.05.2020r
Trasa: Damnica PKP- leśnictwo- ścieżka przyrodnicza- paśniki- kurhany- leśny staw-
Damnica PKP 8km
Prowadząca trasę: Teresa Janusewicz
Liczba uczestników: 4
Już tydzień temu kiedy po okresie karencji w wędrówkach, spowodowanej epidemią
koronawirusa, odbyliśmy wędrówkę z Damnicy do Strzyżyna, zaplanowaliśmy zwiedzenie
ścieżki przyrodniczej, położonej na południe od Damnicy. W odróżnieniu jednak od
ubiegłej, słonecznej i ciepłej, soboty, prognoza pogody na ten weekend nie była zbyt
optymistyczna, co odstarszyło co poniektórych, a okazało się potem, że nie było tak
źle. Ze Słupska pociągiem o 8.32 do Damnicy pojechali Marcel, Mecenas oraz kapitan
Halszka. Dzisiaj nie miała ona pieprzówki, ale za to kilka flaszeczek swojskiego
eliksiru a la Panoramix, destylowanego ze śliwek. W Damnicy czekali już na nas Teresa
oraz Mark von Glowitz, który, widząc eliksiry Halszki wielce żałował, że w tą sobotę
to on musiał zostać z Babcią a nie Tereska. Nadto dopadł go atak podagry, na co
zaleciliśmy mu stosowne lekarstwo, niekoniecznie takie jak radzili mu doktorzy.
Liczyliśmy na przybycie uprzednio zapowiadanego Wielkiego Mistrza Wolnej Loży
Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, Jana Kiśluka, ale zadzwonił i
tłumaczył się chorobą.. Tembr jego głosu oraz zmęczenie dobitnie wskazywały co to za
choroba. Tak więc jedynie w czwórkę wyruszyliśmy w trasę, okazało się, że początek
ścieżki przyrodnicznej był usytuowany po drugiej stronie dworca PKP i torów i
niepotrzebnie poszliśmy tam szosą. Po kilku minutach zaczął padać deszcz ale trwał
on tylko kilka minut i nie był ulewny. Od razu dodajmy, że w ciągu całej wędrówki
deszcz popadał potem tylko jeden raz, gdy odpoczywaliśmy obok leśnego stawu, tak,
że prognozy pogody, przewidujące w ciągu dnia liczne przelotne opady na szczęście
niespecjalnie się sprawdziły. Po około 2km drogi nastąpił pierwszy postój. Mieliśmy
bowiem wiele czasu a i trasa była krótka więc aby uniknąć długiego czekania na pociąg
postanowiliśmy iść powoli i urządzać częste postoje, w trakcie których z lubością
degustowaliśmy eliksiry Halszki. Trasa była ciekawa, bowiem las nie stanowił monokultury
sosnowej ale był mieszany i z podszyciem. W pewnym momencie skręciliśmy z drogi by
obejrzeć paśniki i lizawki, były ciekawe ale musiały być często uczęszczane przez
zwierzynę, bowiem podłoże było rozryte a odór w okolicy kojarzył się z zapachem nigdy
nie pranych skarpetek Seweryna. Po obejrzeniu paśników wróciliśmy na główną drogę która
wiodła na południe. Za jakiś czas Teresa dostrzegła małą tabliczkę oznajmiającą skręt
ścieżki i wkrótce dotarliśmy do prehistorycznych kurhanów. Dłuższy postój planowaliśmy
przy leśnym stawie i w końcu się go doczekaliśmy, szkoda, że akurat wtedy się zachmurzyło i
lekko popadało. My jednak cierpliwie czekaliśmy na pojawienie się słońca, aby wykonać
zdjęcia tego urokliwego Stawu. Dalej droga wiodła na północ, wśród krzaków żarnowca.
Zatrzymaliśmy się jeszcze przy starym dębie i spokojnie maszerując dotarliśmy do
miejsca gdzie miał miejsce start, zatoczyliśmy zatem klasyczną pętlę. Tam już czekał na
żonę baron Mark von Glowitz, który odwiózł ją samochodem do Główczyc, a pozostała trójka
siedziała w lesie naprzeciwko dworca PKP, w spokoju oczekując pociągu, którym pojechaliśmy
do Słupska o trzynastej trzydzieści.