Data: 09.05.2020r
Trasa: Damnica- drogą przez las- Łebień- Strzyżyno 8km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 6
Jak wszystkim wiadomo panująca epidemia koronawirusa spowodowała zaprzestaniem wędrówek
turystycznych z uwagi na szereg, nieraz absurdalnych ograniczeń. Do takich to absurdów
należy zaliczyć zakaz wstępu do lasów, bo przecież ani drzewa nas nie zarażą wirusem, ani
ludzie drzew. Na szczęście zakaz ten został uchylony, więc Marek z Mecenasem zaplanowali
reaktywację klubowych wędrówek oczywiście z uwzględnieniem jeszcze obowiązujących zakazów..
Ponieważ autobusy NordExpresu kursują nieregularnie a często w ogóle nie jeżdżą, trzeba było
wymyśleć trasę której początek i koniec byłby przy stacji kolejowej. Nadto, trasa nie mogła
być długa, bo po długim okresie bezczynności i siedzenia w domu nie wiadomo czy niektórzy z
nas byliby w stanie przejść wiele kilometrów.. Dlatego też Marek zaplanował trasę z Damnicy
do Strzyżyna. Nieraz wędrowaliśmy przez te miejscowości ale z reguły szliśmy przez Damno i
Bobrowniki, tym razem poszliśmy bezpośrednio do Strzyżyna, w większości wzdłuż linii kolejowej,
aczkolwiek nie w jej bezpośredniej bliskości. Pociągiem do Damnicy ze Słupska o godzinie 8.32
wyjechali Mecenas, kapitan Halszka, Lider Klubu Seweryn oraz Brygida ze stowarzyszenia przyjaźni
polsko tureckiej Yarak Mustafa. Aby nikt się nie czepiał, w pociągu siedzieliśmy w maseczkach
i w przepisowej odległości od siebie. W Damnicy czekał już stary traper Jurencjo z Redy, co
wielce uradowało Brygidę, a przy kościele sam prowadzący baron Mark von Glowitz. Łącznie
było nas sześć osób czyli dozwolona ilość. Po wejściu do lasu zdjęliśmy maseczki, ale
staraliśmy się nie grupować na postojach by się jakiś palant nie przyczepił. Jedynie w
sytuacjach gdy musieliśmy zadegustować turystycznych napojów, czym aktywnie zajmowała się
Brygida, musieliśmy się zgromadzić, aby rozlewająca nie musiała biegać z flaszką. Pogoda
dzisiaj dopisała, było słonecznie i ciepło, a trasa krótka, nie musieliśmy zatem się śpieszyć,
można było delektować się śpiewem ptaków oraz..wolnością po tak długim czasie spędzonym w
domach.. Prowadzący dbał też abyśmy regularnie i intensywnie odkażali organizm, stąd też
były aż trzy postoje na trasie. Pierwszy przy leśnym strumieniu, a następne w Łebieniu przy
przepuście pod torami oraz przy Łupawie, skąd mieliśmy malowniczy widok na wysoki wiadukt
nad rzeką. Z Damnicy do Łebienia szliśmy przez las, natomiast z Łebienia do Strzyżyna szlak
wiódł już szosą. Na skraju lasu przed Strzyżynem odnaleźliśmy stary cmentarz a w zasadzie
jego resztki, fragmenty nagrobków pośród zielonych liści konwalii. Droga przez pola też była
ciekawa, można było zachwycać się kwitnącym żółto rzepakiem i innymi kwiatami. W Strzyżynie
postanowiliśmy nieco urozmaicić trasę i zamiast pójść drogą bezpośrednio nad Łupawę,
powędrowaliśmy przez las w nieco bieszczadzkich klimatach, a chodzi o wzniesienia i jary.
W końcu Dotarliśmy do wiat nad Łupawą, przeszliśmy na drugi brzeg po drewnianym mostku gdzie
podziwialiśmy uroki przyrody w tym miejscu. Do pociągu mieliśmy jeszcze ok półtorej godziny,
więc, z zachowaniem należytych odstępów, zasiedliśmy nad rzeką, by dogłębnie odkazić organizm,
oraz skontaktować się telefonicznie z nieobecnymi dzisiaj przyjaciółmi.Tęskniliśmy zwłaszcza
za Wielkim Mistrzem Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, Janem
Kiślukiem który codziennie przechodzi w domu terapię prowadzoną przez sławnego doktora, Zenona
Kaczykowskiego. Pan doktor co prawda ma mnóstwo zajęć, musi w szczególności wozić starych
dziadków na cewnikowanie do kliniki w Gdańsku, ale zawsze znajduje czas dla swojego ulubionego
pacjenta tj.Janka i regularnie przychodzi do niego z baterią leczniczych kroplówek. Mamy nadzieję,
że wkrótce zakończy się ta kuracja i spotkamy się z Jankiem na szlaku. Po dłuższym odpoczynku
udaliśmy się na pociąg, którym o 13.30 odjechaliśmy do Słupska..