Data: 07.03.2020r
Trasa: Trasa Wielka Wieś- drogą na wschód- drogą przez las- doliną Strumyka Główczyckiego-
Klęcinko hacjenda u Benka 8km
Prowadzący trasę: Marcek Janusewicz
Liczba uczestników: 5
Z uwagi na zagrożenie koronawirusem prezes klubu Marek postanowił zorganizować wędrówkę
zdrowotną celem której byłoby nie tylko poznanie okolic Główczyc, ale również zabezpieczenie się
przed tym groźnym zarazkiem, jak wiadomo, jest on wrażliwy na spirytus.. Dlatego też, mimo
niezbyt ciekawej pogody, było bowiem szaro, mglisto i dżdżyście, odbyła się owa planowana
wędrówka. Szacunek dla prowadzącego, że znalazł takie drogi i ścieżki, którymi nigdy wcześniej
nie chodziliśmy a przecież wiele było wcześniej wędrówek w okolicach Główczyc. Autobusem
NordExpress wyjeżdżającym spod dworca PKP w Słupsku o dziewiątej pięć przyjechali na miejsce
startu w Wielkiej Wsi Marcel i Mecenas,do których dosiadł się w Damnicy, gdzie dojechał pociągiem,
stary traper Jurencjo z Redy. Na miejscu czekali już na nas Marek z Teresą, zabrakło niestety
Andrzeja i Uli z uwagi na kwestie zdrowotne, na szczęście nie mające nic wspólnego z koronawirusem.
Miał również być sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego,
Jan Kiśluk,ale Tadek Hippis, który miał go przywieźć, niespodziewanie pojechał do Kazimierza,
zostawiając Janka na przysłowiowym lodzie.. Konieczna zatem była wizyta doktora Zenka z baterią
leczniczych kroplówek.. My też już od samego początku rozpoczęliśmy zabiegi lecznicze, bowiem w
Wielkiej Wsi odwiedziliśmy państwa Jarka i Dorotę Gray, a ci poczęstowali nas domowymi eliksirami
z wiśni i gruszek, które smakiem i mocą dorównywały słynnemu destylatowi Panoramixa. Zwiedziliśmy
również domek gdzie mieściła się stosowna aparatura i inne akcesoria do produkcji tych zacnych
napitków. Po miłym spędzeniu czasu u gościnnych gospodarzy, skierowaliśmy się wielce błotnistą
drogą przez pola na wschód, skąd po pewnym czasie odbiliśmy na północ, z ulgą dochodząc do lasu.
Wprawdzie i tam drogi były pełne kałuż ale szło się dużo lepiej. Tam też, na skraju lasu miał miejsce
postój, przeznaczony na gawędę o zdobyciu bieguna południowego przez Amundsena. Idąc lasem, doszliśmy
do drogi wiodącej do Klęcina, skąd musieliśmy zboczyć w dolinę potoku zwanego na mapach Strumykiem
Głowczyckim. Wrażenia podobne do wędrówki Jarem Bukówki, gdzie byliśmy kilka tygodni temu, ale tym
razem było trudniej bowiem nieraz szliśmy na przełaj, trawersując zbocza, następnie wyszliśmy na pola i
brzegiem lasu doszliśmy do zabudowań na wysokości hacjendy U Benka, skąd już blisko było do mety.
Wędrówka była dla zdrowotności ale i przedwiosenna, bowiem mimo jeszcze astronomicznej zimy widać,
że wiosna zbliża się wielkimi krokami. Na polach śpiewały skowronki, przechadzały się żurawie
trąbiąc donośnym klangorem, zaś nad potokiem rosły łany śnieżyc, mylnie zwanych przez niektórych
przebiśniegami. Widzieliśmy też stada saren, a Marek opowiadał nam o stadzie wilków w okolicy. Na
hacjendzie czekał na nas wielki gar grochówki, gospodarze liczyli bowiem na większą frekwencję,
zwłaszcza na obecność miłośnika grochówki Janka, który wkrótce organizuje wycieczkę dla turystów
niemieckich pt Blähungen. Strafwanderungen mit Jan Kiśluk. Trinken und kotzen, furzen und kacken.
Gdzie jedną z atrakcji będzie właśnie gar swojskiej grochówki. Na hacjendzie siedzieliśmy na
werandzie ale deszcz się wzmagał, poza tym nieco ostygliśmy po wędrówce, więc przenieśliśmy się
do wnętrza domu. Przyjechali państwo Gray ze stosownymi napitkami więc godnie zakończyliśmy dzisiejszy
dzień, a do Słupska wróciliśmy dopiero na wieczór..