Data: 04.01.2020r
Trasa: Główczyce- stadion- skrzyżowanie dróg- stary cmentarz w Skórzynie- szosą
asfaltową ze Skórzyna- Główczyce- Klęcinko hacjenda U Benka 8km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 13
W pierwotnych planach mieliśmy uczestnictwo w marszu Trzech Króli w niedzielę w Lęborku,
ta wędrówka też dojdzie do skutku, natomiast prawie w ostatniej chwili baron Mark von
Glowitz zaproponował nam krótką wycieczkę pieszą w okolicach Główczyc, jednakże główną
atrakcją miało być śpiewanie kolęd i wizyta kolędników zespołu folkowego Michalove, w
skład którego wchodzą m.in córki Marysi z Michałowa, tam gdzie byliśmy by oglądać Tajemniczą
Piramidę. Do Główczyc wyjechaliśmy w pięcioosobowym składzie samochodem Andrzeja który
brał antybiotyki a zatem mógł być kierowcą. Poza Andrzejem jechała oczywiście Ula, kapitan
Halszka, Mecenas oraz stary traper Jurencjo z Redy. W Słupsku jeszcze aura była jako tako,
pochmurno, wietrznie i nieco deszczu, za to w Główczycach to już było ekstremalnie. Gdy
bowiem Marek wyprowadził grupę na trasę rozpętała się burza gradowa.. Nie musimy chyba
tłumaczyć jaka to przyjemność iść pod wiatr gdy po twarzach chłoszcze grad.. Na szczęście
po dojściu w okolice stadionu wiatr nieco zelżał, przestało padać więc mogliśmy skręcić
wielce błotnistą i pełną kałuż drogą w stronę lasu gdzie na skrzyżowaniu dróg nastąpił
krótki postój gdzie należało się rozgrzać eliksirem Panoramixa. Stamtąd poszliśmy przez
las na północ w stronę Skórzyna, omijając po prawej stary cmentarz na górce. Po dojściu
do szosy w Skórzynie skierowaliśmy się w stronę Główczyc oglądając ciekawe żeremia bobrowe
z tamą oraz sarny biegające po polach, a zauważyliśmy nawet żurawia. Zmarznięci i przemoczeni
z ulgą powitaliśmy gościnne progi hacjendy U Benka gdzie poza gospodynią Tereską czekała
na nas już ekipa lęborska z Tadkiem Hippisem na czele, nadto byli jeszcze Gośka Biela i Lech
Big Horn, zaś z Rzuszczy przyjechała Wandzia z Kazikiem. Stół już też czekał, bogato zastawiony,
jajka w majonezie, paszteciki, kwaśnica, zylc od Lecha, swojskie wędliny od Marka i szereg
innych przysmaków. Po krótkiej konsumpcji przystąpiliśmy do śpiewania kolęd przy akompaniamencie
gitar naszych muzyków Andrzeja i Tadka. Po pewnym czasie pojawili się kolędnicy z zespołu
Michalove, główna atrakcja dnia, których występ wszystkich zachwycił. Po wyjściu kolędników
dalej śpiewaliśmy, pojawili się państwo Godnicz, pan dyrektor prosto z uroczystego polowania,
choć wydawało się nam że owo polowanie przypominało spotkanie z Jankiem Kiślukiem. A co do niego,
niestety nie mógł dzisiaj przyjechać bo kilka dni temu zachorował i musiał być intensywnie
leczony kroplówkami przez doktora Zenka. Pamiętał jednak o nas i zadzwonił, przekazał też
pozdrowienia od Ewy Moorhexe która aktualnie przebywa w Górnej Westfalii gdzie musi "sehr
schmutzige und stinke Altemöse putzen" frau Liselotte Arschenbach. W trakcie biesiady zaczęliśmy
wkrótce śpiewać nie tylko kolędy ale i piosenki turystyczne, degustowaliśmy regionalne napoje i
omawialiśmy plany przyszłych podróży i wędrówek, zaś z imprezy powróciliśmy do Słupska ok
godziny 19.