Data: 16.11.2019r
Trasa: Lasek Północny w Słupsku i okolice 6 km
Prowadzący trasę: Jacek Grabowski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 4
Pierwszy raz w historii klubu "Orły" postanowiliśmy wybrać się na rajd nocny
organizowany przez oddział regionalny PTTK w Słupsku- tym bardziej że w tym roku
"przepadł" nam we wrześniu rajd nocny do Poddębia z uwagi na wycieczkę degustacyjną
"Toruń na umór" z Janem Kiślukiem. Było z góry wiadomo, że trasy odbędą się w Lasku
Północnym i okolicach, czyli krótkie i doskonale znane, ale główną atrakcją miało
być przecież wędrowanie w ciemnościach. Mecenas, który uczył się zasad turystyki u
samego Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego-
Jana Kiśluka zauważył również, że ciemność pozwala na "spokojne analizowanie przebytej
trasy"- a nie na oczach dzieci. Przed godziną 17.00 przy wiacie u wejścia do Lasku
Północnego zgromadzili się uczestnicy- głównie kilkaset dzieci przybranych w kolorowe
lampki, zaś nasz klub reprezentowali- Lider Klubu Seweryn, kapitan Halszka, Marcel i
Mecenas. Jako wytrawni turyści byli oni doskonale wyposażeni na wędrówkę- Halszka miała
pieprzówkę, zaś Marcel i Mecenas- "magiczne eliksiry Panoramixa", oraz latarki. Byliśmy
zapisani na trasę długodystansową, której start miał nastąpić o 17.15, ale minuty
mijały i mijały- w końcu rada w radę- i poszliśmy sami. Był to dobry pomysł, nie
musieliśmy bowiem wędrować pośród wielkiego tłumu dzieciaków, mogliśmy wsłuchiwać się
w ciszę nocy, podziwiać gwiazdy z Kasjopeą na firmamencie, oraz..godnie wspominać
nieobecnych a wybitnych turystów- jak wspominanego wyżej Janka, ale także barona Marka
von Głowitz /zapowiadał się na rajd ale sroga Tereska go nie puściła- "Surowo do Marka
rzekła Tereska- Gruby! Znowu wrócisz na czworakach i udawał pieska !"/, Andrzeja
Strzykowskiego i doktora Zenona Kaczykowskiego. Dodajmy, że pogoda jak na listopad była
wyjątkowa- dosyć ciepło, niewielki tylko wiatr i co najważniejsze- bezdeszczowo. Idąc
swobodnym tempem dotarliśmy w Końcu do ogniska na skraju lasu, gdzie stopniowo
zbierały się i rozchodziły trasy. Mimo wielkiej ilości uczestników znaleźliśmy w miarę
ustronną ławeczkę gdzie mogliśmy w spokoju degustować eliksiry i zjeść "przydziałową
giętą" którą Marcel z Sewerynem upiekli na ognisku. Poruszyliśmy temat reaktywacji
wędrówek z Głosem Pomorza w plener, których wieloletni organizator- Konrad Remelski /od
którego jeszcze przed Jankiem Kiślukiem Marek i Mecenas uczyli się prawdziwej turystyki/
ostatnio przeszedł na emeryturę i ma teraz znów czas na organizowanie imprez. Po dłuższej
posiadówce przy ognisku postanowiliśmy wracać do domu i znów tylko w czwórkę by mieć
spokój na trasie. Po dojściu do Słupska pani kapitan Halszka, która często po rajdach
pieszych robi fuchy jako karawaniarz /czyli rozwozi "zwłoki" do domów/ zaproponowała
zmęczonym panom dowóz, ale z tego skorzystał tylko Mecek, zaś Marcel z Sewerynem poszli
dalej piechotą.