Data: 09.11.2019r
Trasa: Sycewice- Gac- Swołowo- Gac- Sycewice 12 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 1
Kilka razy w roku wybieramy się do Swołowa- zwanej "wsią w kratę" od domów szachulcowych-
na rozmaite imprezy regionalne. Ostatnią taką imprezą w danym roku kalendarzowym jest Święto
Gęsiny, a zakupujemy tam nie tylko produkty z gęsi ale i inne przetwory regionalne z "magicznym
eliksirem" brodatego Macieja zwanego też "Druidem Panoramixem" a który sam funkcjonuje w
internecie pod loginem "Swarożyc". Szkoda tylko, że w tym roku impreza ta zbiegła się z wycieczką
przewodnicką do Czołpina organizowaną przez Tadka "Hippisa", ale de facto główną rolę pełnił
tam Jan Kiśluk- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego.
Czołpino jest oczywiście dobrze znane turystom z Lęborka i Słupska ale nową atrakcją jest tam
muzeum mieszczące się w opuszczonym przez wiele lat tzw. "Domu Latarnika". Dlatego też na
wycieczkę tą zapisało się wiele osób- w konsekwencji okazało się, że do Swołowa szedł sam
Mecenas. A sobotni poranek nie był łaskawy, niebo pokryte szarymi chmurami i deszcz, wprawdzie
niezbyt intensywny ale gęsty. Trasa taka jak zwykle- autobusem NordExpress do Sycewic o 8.00
potem aleją wśród starych drzew i drogą z płyt jumbo w szpalerze krzaków, przysiółek Ścienno,
miejscowość Gac i już dalej szosą asfaltową do Swołowa. Deszcz nieco zelżał ale było ponuro i
mglisto- prawdziwie listopadowo. Miało to jednak też swój urok, zwłaszcza, że na drzewach
pozostało jeszcze sporo kolorowych liści.. W Swołowie oczywiście najpierw należało coś zjeść i
wypić- Mecek wsunął zupę rybną i smażone szprotki od "Bosmana" po czym zajął się degustacją
"magicznego eliksiru"Panoramixa". Rozdał też okolicznościowe znaczki- butony z nadrukiem
"Tajemnica Swarożyca- magiczna moc eliksirów druida Macieja"- sam Panoramix był nimi zachwycony.
Potem należało dokonać zakupów- miodu, półgęska i wędzonego uda gęsiego /to u Panoramixa/, a
na innych stoiskach- przetworów owocowych i warzywnych. Miłą niespodzianką było pojawienie się
"Krasnoluda" z Brus- tego samego którego spotkaliśmy w Grudziądzu i na "pokopkach" w Karżniczce,
a który sprzedaje m.in. noże i rogi, zaś spod stołu..coś innego..Oczywiście Mecek nabył to spod
stołu, czyli "pieprzówkę"godną tej, którą robi kapitan Halszka. Jeszcze kwas chlebowy na drogę-
i pora było wracać na autobus odjeżdżający z Sycewic o 14.23. Droga powrotna przebiegła tak samo,
może tylko deszcz był intensywniejszy a i po eliksirze było co prawda cieplej, ale szło się wolniej.
Monotonnię marszu przerwał tylko telefon od Janka Kiśluka, który akurat wraz z przyjaciółmi
przemieścił się z Czołpina do Słupska i tam po obejrzeniu "Białego Spichlerza" aktywnie omawiał
atrakcje swojej wycieczki, wspominając również- również nader aktywnie!- swego osobistego lekarza-
doktora Zenona Kaczykowskiego, który zawsze nosi ze sobą baterię leczniczych kroplówek..